Moja wiara to rozmowa z mamą

W tym wywiadzie sport był tylko tłem dla poruszających rozważań o życiu. O osobach i wydarzeniach, które najmocniej kształtują charakter człowieka. – Teraz, kiedy jestem starszy, zadaję sobie pytanie, czy na pewno doceniam to, co już mam – mówi Kuba Błaszczykowski w bardzo osobistej rozmowie z Małgorzatą Domagalik.

Wywiad ukazał się w ramach cyklu „Mistrz i Małgorzata” w wydaniu miesięcznika „Pani” z sierpnia 2012 roku.


Małgorzata Domagalik: – Żona zna się na piłce nożnej?

Jakub Błaszczykowski: – Jak mnie poznała, to tak nie do końca się znała, ale teraz jest już dużo lepiej.

Czy pan też, tak jak większość mężczyzn, uważa, że kobieta tak do końca o piłce nożnej nie może mieć pojęcia?

– Znam wielu mężczyzn, którzy myślą, że znają się na piłce, a tak nie jest. I znam też wiele kobiet, które znają się na niej doskonale. Tylko że mężczyźni boją się to przyznać.

Przypominam sobie minę Roberta Kubicy, zanim przed laty zaczęliśmy rozmowę. Była mniej więcej taka: O czym ta pani chce ze mną rozmawiać? O Formule 1?.

– Słyszałem, że Kubica jest bardzo inteligentny. Zresztą to widać po tym, jak odpowiada na pytania dziennikarzy: Jak się jeździło?. Dobrze się jeździło.

To może dlatego Kubica zdziwił się, że jestem zakręcona na punkcie Formuły 1?

– Pewnie tak. W mojej branży jest też wielu dziennikarzy, którym nie zależy na dobrym wywiadzie. Po prostu zadają pytania. Dlatego jeśli mam udzielić wywiadu, który w jakimś stopniu pokaże, jakim jestem człowiekiem, to to nie może być rozmowa, która odbywa się co miesiąc czy dwa tygodnie, bo nikt nie ma takich przeżyć, żeby ciągle o nich ciekawie opowiadać.

Co więcej, jeśli za każdym mistrzem nie ma człowieka, tego prywatnego, to nie ma historii. Wierzę w stwierdzenie, że tak naprawdę dopiero nieszczęście czyni z nas ludzi.

– Kiedy oceniasz siebie, to możesz być nie do końca obiektywny. Możesz mówić o sobie tylko dobre rzeczy, a nie zauważać tych słabych. Musiałem dość szybko nauczyć się walki o siebie, żeby poradzić sobie z życiem. A to mnie nie rozpieszczało. Niekiedy zadaję sobie pytanie, czy dlatego mam mocny charakter, bo ktoś tam u góry wie, że sobie z tym poradzę? Staram się tak to tłumaczyć. Każdy z nas chciałby, aby wszystko w naszym życiu było różowe, kolorowe, a wiatr zawsze wiał nam w plecy, a nie w oczy.

Kiedy wychodzi się na stadion, na którym 80 tys. Niemców krzyczy: Kuba!, to chyba właśnie tak jest?

– Żeby dojść na ten najwyższy poziom, wcześniej gra się niżej. Jadąc do Dortmundu, nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, gdzie tak naprawdę trafiam. Grając dla 80 tys. ludzi, za każdym razem ma się do czynienia z wielkimi emocjami, to jest olbrzymie wewnętrzne poruszenie. I spełnienie. Marzyłem o tym.

A jak pan słyszy ten aplauz, to ma poczucie, że się należy?

– Jest poczucie, że na to trzeba ciężko pracować. Na takim poziomie nikt nie może sobie pozwolić na moment słabości. Jak go ma, to musi liczyć się z tym, że będzie miał problem, żeby wrócić na boisko, bo na jego miejsce czeka już trzech, czterech zawodników.

Jak mały kajtek, jakim kiedyś pan był, te marzenia o piłkarskiej przyszłości sobie układał?

– Jeśli o mnie chodzi, z powodu osobistej historii, musiałem wcześniej dojrzeć. Miałem i mam do teraz mentora, który przygotowywał mnie na to, co kiedyś może mnie spotkać.

Mówimy o pana wujku vel Młodym, Jerzym Brzęczku?

– (śmiech) Tak, on przygotowywał mnie do wielu rzeczy: do tego, co mnie może spotkać w IV lidze, w I lidze i kiedy będę grał w Bundeslidze. Później już wszystko zależało ode mnie – nie tylko to, jak będę grał, ale i jak będę się zachowywał poza boiskiem jako człowiek.

Mentor mentorem, ale w małym Kubie musiało być coś takiego, że była zwrotna.

– To szczęście, że miałem przy sobie Jurka i dotykałem tego, z czym on obcował – grał już w reprezentacji. Wiedziałem, że jest to możliwe. Widziałem, jak ludzie podchodzili do niego po autografy. To działa na małego bajtla. Jedyną moją myślą było, że kiedyś też tam będę, i starałem się za wszelką cenę dążyć do tego, żeby tak się stało.

Nie był pan potulnym chłopcem. Trzeba było nad panem sprawować pieczę. Babcia nie zawsze dawała radę, to wujek musiał. Pan go słuchał, chociaż on był daleko.

– Cały czas mi powtarzał: Jeżeli nie będziesz dużo trenował, jeśli będziesz myślał, że nic się nie stanie, jak odpuścisz sobie dwa treningi, to pamiętaj, że to się przełoży na to, gdzie będziesz grał. Teraz, kiedy jestem starszy, zadaję sobie pytanie, czy na pewno doceniam to, co już mam. Czy daję z siebie w stu procentach, co mogę, czy powinienem dać jeszcze troszeczkę więcej. Żeby nie było takiej sytuacji, że po zakończeniu kariery spojrzę w lustro i powiem: kurczę, Kuba, mogłeś zrobić więcej.

Mogę iść o zakład, że pan tak powie. To już taki charakter.

– Nie jestem minimalistą, zawsze chcę więcej. I wydaje mi się, że to dobry sposób myślenia, bo jeżeli będziesz się koncentrował na tym, co już osiągnąłeś, to staniesz w miejscu. Zginiesz gdzieś w tłumie.

To nie dla pana scenariusz?

– Nie, moje życie polegało na tym, żeby walczyć o to, by być najlepszym.

Pana brat uczy WF-u. Nie miał takiego parcia na granie w piłkę jak pan?

– W jego przypadku to były problemy zdrowotne, ale też nie miał tak zadziornego charakteru jak ja.

Ale przystojny jest jak pan.

– Bardzo dziękuję. Dopiero teraz wszyscy – prasa, telewizja – zaczęli zwracać uwagę na to, jak wyglądam, wcześniej nie. To wszystko kwestia popularności. A więc teraz jestem przystojny. Mam wrażenie, że zwłaszcza w Polsce jest duży problem z młodymi chłopakami, którzy zaczynają grać w piłkę, zarobią trochę pieniędzy i od razu im się wydaje…

…że są królami życia i że są przystojni?

– Tak, nawet jak grają w polskiej lidze, to myślą, że osiągnęli już wszystko. A nie oszukujmy się, polska piłka nie jest na najwyższym poziomie.

Przeczytałam wywiady z panem, te sprzed Euro, i nie dał Pan plamy, np. stwierdzając: O tak, wyjdziemy z grupy. Z drugiej strony – dwa remisy, jedna przegrana. Czy to tak źle?

– Nie będę zrzucał odpowiedzialności na innych. Jak się przegrywa i nie do końca stanęło się na wysokości zadania – a w mojej opinii było to zadanie bardzo trudne – to mimo wszystko i tak trzeba się uderzyć w pierś i przyznać, że jeszcze nie daliśmy rady.

Jako kibic jestem zadowolona ze wszystkiego, co było na Euro 2012. Oglądałam każdy mecz. W końcu co mają powiedzieć Francuzi, Holendrzy, Anglicy, Niemcy, Włosi? Takie oczekiwania i…

– Jestem typem człowieka, który patrzy raczej na siebie i na swoje podwórko.

Nie oglądał pan finału?

– Oglądałem, przecież jak się uczyć, to od najlepszych. Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz i wszyscy będą teraz mówić o klęsce Włochów 0:4. A wracając do tego, co pani mówi, to telewizja i media potrafią strasznie wyolbrzymić i wykreować piłkarza.

Ale też ściągnąć w dół. Bardzo szybko, łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Ktoś mi wczoraj powiedział, że jakby miał pana do kogoś porównać pod względem walki na boisku, to do Ribéry’ego.

– Trudno powiedzieć. Ile ludzi, tyle opinii…

Do Michaela Owena mam pana porównać? O, uśmiechnął się pan.

– Troszeczkę inny zawodnik niż ja, inna pozycja. Tak jak matka – córka, ojciec – syn, wiele porównań, ale nigdy nie ma tak, że wszystko jest takie samo. Ribéry to bardzo dobry piłkarz, pokazuje to na co dzień, grając w Bundeslidze. Jeżeli ktoś porównuje mnie do tego rodzaju zawodników, to oczywiście jest to wyróżnienie.

Ale się pan nie uśmiechnął, a jak powiedziałam Michael Owen, to tak.

– Domyśliłem się, że pani wie, że był moim idolem.

Najczęściej kariera wybitnego piłkarza zaczyna się od kogoś, kto zobaczy w nim więcej niż inni. Na przykład jedziecie z bratem zbierać kamienie na boisku – zresztą żeby zarobić na tym jakieś pieniądze – a pan leży sobie pod murkiem, odpoczywa. Przychodzi trener i mówi: on nie musi zbierać, bo on będzie znakomicie grał w piłkę, tak?

– Jeżeli chodzi o pracę, to nie pałałem do niej nadzwyczajną chęcią. Starałem się ukryć gdzieś z boku i nie pokazywać.

Babci kto śmieci wynosił?

– Ja, ale musiała kilka razy powtórzyć, a gdyby ktoś powiedział, że idziemy grać w piłkę, to zrobiłbym to od razu. Ale jak jesteś młody, w buntowniczym wieku, i chcesz po swojemu…

Nawet panienki z dobrych domów trzaskają wtedy drzwiami.

– W moim przypadku też tak było, poza tym chciałem pokazać, jaki już jestem dorosły. Ale potem szybko przychodzą lekcje od życia, zaczyna się rozumieć, o co tym dorosłym chodziło, zwłaszcza gdy ma się już własne dziecko.

Znowu pan się uśmiecha. Tak jak córeczka na widok ojca?

– Jak mnie widzi, to liczy się dla niej tylko to, żebym ją wziął na ręce. To są najpiękniejsze momenty. Człowiek dał komuś życie i teraz musi się starać, aby jak najlepiej to wszystko poukładać.

Niemieccy kibice mówią o panu: Nasz Kuba. Podobno chcą panu teraz na koszulce dodać Błaszczykowski.

– To ja poprosiłem o zmianę. Pieniądze, owszem, są ważne, ale najważniejsze jest to, jak kibic poklepie po plecach i powie: Dobra robota. To takie dopełnienie.

Lepsze finansowo życie to też motywacja.

– Po to człowiek gra i trenuje, żeby zapewnić sobie jak najlepszy byt.

Był pan na wakacjach na Malediwach?

– Nie. Na Sardynii.

I jak pan tam leżał na leżaczku, to rozmyślał: mam już to, to i tamto?

– Nigdy nie wracam do przeszłości, staram się rozwijać. Iść do przodu, nie myśleć o tym, co już mam, co osiągnąłem.

Strach, że czegoś mogę nie mieć?

– Wydaje mi się, że to, co najważniejsze w życiu, to straciłem. Wszystkie inne rzeczy to kropla w morzu.

Większość z nas, gdyby znalazła się w takiej sytuacji życiowej jak pan – kiedy mama tragicznie ginie na oczach nastoletniego syna – nie poradziłaby sobie. Co więcej, mogłaby dostać alibi na nieudane życie.

– Chyba jest tak, jak pani mówi.

Każdy w pamięci odszukuje swój dom rodzinny, jakieś sceny, słowa mamy, coś, co robiła tylko dla mnie.

– Ja też mam mnóstwo takich sytuacji, chociaż już bardzo dużo czasu minęło od naszego ostatniego spotkania z mamą. Wielu ludzi myśli, że czas leczy rany, ale im człowiek staje się bardziej doświadczony, im większe odnosi sukcesy, im więcej ludzi poznaje, tym bardziej chciałby się tym z kimś podzielić. Zwłaszcza że mama miała marzenia, które były z nami związane. Wierzyła, że będziemy grać w piłkę – ja i mój brat – że będziemy sławni. Na tym mamie też zależało.

Ujmując rzecz metafizycznie, dziś mama patrzy na pana z góry.

– Niektórzy mogą powiedzieć, że to fanaberia, ale ja w to święcie wierzę. Słucham nawet czasami tego co mama, jej ulubionej muzyki.

Demisa Roussosa.

– Wiele jest takich scen, np. jak układałem z nią puzzle.

Mama była blondynką czy brunetką?

– Brunetką.

Pan jest podobny do niej czy do ojca?

– Do ojca. Brat do mamy.

Był pan synkiem mamusi?

– Byłem takim łącznikiem między rodzicami, miałem bardzo dobry kontakt i z mamą, i z tatą. Jesteśmy już dorośli i wiemy, że w życiu zdarzają się różne sytuacje, kłótnie w rodzinie…

…tylko ludzie trzymają to najczęściej pod dywanem.

– Tak, wydaje mi się, że zwłaszcza starsze pokolenie miało problem, żeby wyjść z tym na zewnątrz.

Co powiedzą sąsiedzi…

– Ja też niekiedy zadaję sobie pytanie, co bym zrobił, gdyby nie układało mi się z żoną – bo każdemu może się to zdarzyć – co wtedy? Mam dziecko. To nie jest takie proste; kiedy rozwiązujemy jeden problem, pojawia się drugi. A zawsze mówimy, że najważniejsze są dzieci. Od mądrości człowieka zależy, jak wybrnie z takiej sytuacji. Największe wyrzuty ma się wtedy, gdy dziecku coś się stanie.

Gdzieś pan powiedział, że nic nie umie, tylko grać w piłkę, a mnie się wydaje, że uniwersytet życia to pan już z doktoratem skończył.

– To jest mądrość, którą czerpiemy od starszych ludzi, od tych, którzy chcą nam jakąś wiedzę o życiu przekazać. Zawsze ma się nadzieję, że się uda, inaczej potoczy. Wydaje się nam, że jesteśmy przygotowani na koleje losu, z którymi poradzimy sobie lepiej od innych.

To tak jak z takim życzeniowym myśleniem: On pije, ale przy mnie nie będzie tego robił. Kiedy odszedł ojciec, pojechał pan na jego pogrzeb.

– Pierwsza rzecz to obowiązek, trzeba oddać szacunek temu, który odchodzi.

Pan to zrobił.

– Po kilku latach zmieniam swoje spojrzenie na pewne sprawy…

…których pan wcześniej nie widział?

– Tak, i to są bardzo trudne sytuacje, takie, w których mogę zostać źle zrozumiany, bo ktoś pomyśli…

Już ustaliliśmy, że pana nie bardzo obchodzi, co ktoś pomyśli. 

– To prawda. A więc trzeba oddać szacunek człowiekowi, który dał mi życie. Dzięki któremu jestem na tym świecie. Z reguły każdy z nas ponosi konsekwencje tego, co zrobi. Pytanie, czy jesteś na tyle mądry i dojrzały, że zrozumiesz, co zrobiłeś, i będziesz potrafił to naprawić? Nie otrzymałem na nie odpowiedzi.

Od ojca?

– Starałem się dowiedzieć. Nieraz pytałem sam siebie, jak to jest, że mój ojciec miał podobny do mojego charakter, był tak samo zawzięty jak ja, a jednocześnie…

...porywczy.

– …nie odpuszczał.

Miał pan 11 lat, kiedy w jednym momencie stracił oboje rodziców. Mama zginęła, ojciec – śmiertelnie ją raniąc – przestał istnieć.

– Wtedy nie widziałem tego inaczej. Dla mnie, młodego chłopaka, który żył beztrosko, bawił się zabawkami, i nagle musiał sobie radzić z problemami, z którymi nie radzą sobie dorośli… Przy całym szacunku, ale do straty kogoś bliskiego w innych okolicznościach…

…choroba, wiek…

– …ciężko się przygotować, ale jednak można się z nią oswoić. A tu jesteś młodym chłopakiem, który może sobie z tym wszystkim nie poradzić.

Dziewięćdziesięciu dziewięciu na stu sobie nie radzi.

– Później, kiedy się spełniasz, osiągasz mniejsze lub większe sukcesy zawodowe, zaczynasz inaczej na to wszystko patrzeć, jesteś bardziej dojrzały. W wieku 18 lat, gdy chłopaki myślą, żeby iść na imprezę, ty masz już inne rzeczy w głowie.

Pan nie chodził.

– Trochę chodziłem. Chociaż do tej pory jak przyjeżdżam do Krakowa, to się śmieję, że w ciągu dwóch i pół roku byłem dwa razy na imprezie, głównie układałem puzzle w domu.

Jak w seminarium.

– Ale może gdybym robił inaczej, to mogłoby się okazać, że bym nie był tu, gdzie jestem. Dlatego nie mam z tym żadnego problemu. Natomiast wracając do ojca, miałem takie poczucie, że muszę z nim porozmawiać. Czternaście lat tego nie robiłem, tylko raz telefonicznie.

I?

– I porozmawiałem. Chciałem zmienić jego obraz w swojej psychice. Moje wspomnienie tamtego wydarzenia było trochę inne, mimo że w domu były problemy alkoholowe.

Jakim był ojcem?

– Miał do mnie bardzo dużą słabość, wiele mogłem ugrać i jak do niego szedłem, to zawsze coś się udawało. Teraz chciałem dostać odpowiedź na jedno pytanie: dlaczego? I trochę odzyskać go w mojej pamięci. Niestety nie uzyskałem jej.

Bo?

– Zastanawiałem się, czy on nie miał w sobie aż tyle odwagi, żeby się przyznać, czy nie chciał przed swoim synem demonstrować własnych słabości.

Bo?

– Bał się przyznać, nie było skruchy. Jestem już bardziej doświadczony, więc mówię: przecież można się było rozejść. Jak już się nie da inaczej, to trzeba podjąć jakieś kroki. No i wydaje mi się, że gdyby ojciec nie nadużywał alkoholu, może myślałby inaczej. Bo to nie był głupi facet. Zrobił dwa fakultety, uczył w szkole. To był naprawdę mądry gość, ale gdzieś tam się zatracił.

Wszystko się rozsypało, jak te puzzle. Rozmowa pomogła?

– Powiem szczerze, że nie. Spotkałem się z nim, bo miałem przeczucie, że coś się wydarzy. No i niedługo potem okazało się, że zmarł.

Ta ostatnia rozmowa była przez telefon?

– To było spotkanie w cztery oczy.

Mama byłaby zadowolona, że był pan na pogrzebie ojca?

– Tak sobie myślę, że może już się pogodzili. Staram się to sobie jakoś poukładać. Nie kopie się leżącego.

Zaraz zacznę podejrzewać, że pan też ma nie jeden, a dwa fakultety z życia.

– Jeżeli ktoś nie ma szans się bronić i stracił wszystko, co miał, to należy iść do przodu, bo ma się dzieci, którym trzeba pokazywać inną drogę w życiu.

Jak brat poradził sobie z tym dramatem?

– Brat nie miał aż takiego problemu. Mniej widział, obrazki były inne.

À propos obrazków, taka scena: jako młodzi chłopcy gracie w piłkę, wychodzicie zza rogu kamienicy, wyobrażacie sobie, że idziecie na prawdziwy mecz, śpiewacie hymn. I potem zwycięzcom wręczacie wypożyczony puchar wujka albo wazon od babci. Skąd ta miłość do piłki?

– Od pradziadków, dziadków. Zawsze grało się w piłkę. Dziadek był nawet prezesem klubu sportowego w rodzinnej miejscowości. Ale dopiero Jurek mógł powiedzieć, że zrobił karierę – był kapitanem reprezentacji Polski, ja dostąpiłem tego zaszczytu teraz. To niesamowite, żeby dwóch chłopaków z jednej rodziny było kapitanami reprezentacji.

Ten pański przeskok z IV ligi do Wisły Kraków też był błyskawiczny.

– Miałem jechać na dwa dni testów do Wisły Kraków, trenerem był Werner Liczka. Po dwóch dniach powiedział, że musi mnie zabrać na obóz, widocznie zobaczył we mnie jakiś potencjał. Niekiedy myślę, że może dobrze, że to tak szybko się dzieje, bo nie mam czasu się zastanowić, gdzie teraz jestem, co osiągnąłem.

Jednak trochę posiedział pan na ławce rezerwowej w Borussii. Nerwy pana wtedy nie brały?

– Na koniec i tak wypłyną umiejętności.

Czego pan jeszcze może nauczyć się w piłce?

– Na pewnym poziomie trzeba przede wszystkim dbać o kondycję: spanie, dobre odżywianie.

Dużo pan śpi?

– Odkąd córka się urodziła, troszeczkę mniej.

Jej wolno budzić ojca?

– Ona ma przywileje, chociaż żona naprawdę wywiązuje się tu znakomicie.

Tak zwany beauty sleep to osiem godzin?

– Zależy kiedy – po meczu to tylko trzy, cztery godziny. Adrenalina.

Nagrywa pan swoje mecze?

– Nie.

Robicie to w klubie?

– Czasami.

Oglądacie z kolegami, ze swoim trenerem w czapeczce Kloppem?

– Widzę, że pani zaimponował.

Tak, także tym, że trzech piłkarzy z Polski to właśnie u niego tak świetnie gra, zapewnił im warunki, żeby pokazali, jacy są dobrzy. No więc oglądacie ostatni mecz, a on mówi: no, Kuba, tutaj to niedobrze zagrałeś.

– Trener jest trenerem i musi zwracać uwagę na błędy. Ale on lubi polemikę i lubi dowiedzieć się, jak gracz by się zachował w danej sytuacji.

W jakim języku pan z nim rozmawia?

– Po niemiecku. Nie mogę powiedzieć, że mówię perfekt, ale wydaje mi się, że dobrze.

Czyli śpimy w miarę dużo, trenera mamy, kochamy jechać na trening?

– Zależy, to tak jak z pracą. Jeżeli jest dobrze, to jest większa przyjemność, ale mimo że się to kocha, to po pewnym czasie robienia tego samego przychodzi moment znużenia.

Strach przed kontuzją?

– Jak coś robię, to staram się to robić na 100 procent, żeby sobie nie zarzucić, że coś odpuszczam. Wtedy cierpiałoby moje sumienie, a tego najbardziej bym nie chciał.

Słyszałam, że często z bratem się kłócicie?

– To normalne. Jedziemy na przykład samochodem, on mówi, że przejechałem na żółtym, ja – że było zielone. W młodzieńczych latach rywalizowaliśmy na boisku.

A teraz w jakich czasach jesteśmy? Przecież najpiękniejszy wiek dla piłkarza to 27 lat.

– Też tak słyszałem. Później wszystko zależy już od ciebie, jak postępujesz, co robisz, z kim jesteś.

Długo jesteście z żoną razem?

– Osiem lat.

To taka młodzieńcza miłość.

– Wtedy jeszcze nie grałem w Wiśle Kraków.

To chyba fajnie mieć u boku kobietę, która zakochała się w panu, kiedy nie był pan jeszcze tym Błaszczykowskim?

– Na pewno. Teraz być może każda kobieta, którą bym poznał, gdybym nie miał żony, oceniałaby mnie z innej perspektywy. Nie czwartoligowej. Dlatego cieszę się, że mam to szczęście mieć poukładane życie prywatne.

Ale piłka to największa miłość?

– Nie wyobrażam sobie życia bez piłki.

Ma pan poczucie własnej wartości?

– Wydaje mi się, że tak.

Nigdy nie zaszumiało w głowie?

– Jeśli chodzi o wodę sodową, to można na to różnie spojrzeć. Jesz na przykład obiad prywatnie i ktoś podchodzi po autograf. Jeśli powiesz mu, że za chwilę, to zaraz usłyszysz o sobie: Co za gbur. W mojej opinii woda sodowa to młodzi chłopcy – żel na włosy i w miasto.

Pan ma fajną fryzurę.

– Nie zdążyłem ułożyć (śmiech).

Jak CR7 (Ronaldo), który układa włosy już po pierwszej połowie meczu.

– Nie przywiązuję wielkiej wagi do wyglądu. Oczywiście dbam o siebie, ale nie przesadnie.

Musimy porozmawiać o babci, bo bez niej…

– Bardzo ważna osoba w moim życiu, wiele jej zawdzięczam.

Anioł na ziemi?

– Osoba, która nie potrafi odmówić nikomu. Do dzisiaj, kiedy przyjeżdżam do domu, zawsze przynosi mi zdjęcia, koszulki i piłki do podpisania dla fanów.

Zaraz tak będzie za tymi redakcyjnymi drzwiami. Są koszulki, zdjęcia, piłki.

– Zawstydzę się.

Niech się pan zawstydzi. Powiedział pan, że stara się oddać babci wszystko, co panu dała. Mówi jej więc kocham cię czy kupuje wielki telewizor?

– Tu nie chodzi o rzeczy materialne. Ważne jest, jak się patrzy na babcię, która w pewnym sensie przeżywa drugą młodość, ogląda to wszystko, co się wokół mnie dzieje.

Ile ma lat?

– Siedemdziesiąt dziewięć.

I pan nie boi się przyprowadzić jej na stadion?

– Babcia ogląda mecze bardzo emocjonalnie. I jak uda mi się strzelić bramkę, to w pewien sposób odpłacam za trwogi, jakie musiała ze mną przechodzić. To takie podziękowanie za to, że poświęciła sporo swojego życia, żeby zapewnić mi wszystko. Myślę, że to, co teraz przeżywa, to takie fajne dopełnienie jej życia.

To mama mamy?

– Tak. Babcia jest takim magnesem dla nas wszystkich. Jak zjeżdżamy się do niej, to drzwi nigdy się nie zamykają.

Przeżyła swoje…

– Bardzo dużo.

Stracić własne dziecko…

– Tak, poza tym postawiła wszystkim domy, miała wielkie szklarnie.

I czy to nie jest prawda, że siła jest kobietą?

– Mam wrażenie, że to dlatego kobiety rodzą dzieci, bo faceci by sobie z tym nie poradzili.

Podobają się panu silne kobiety?

– Mam charakter przywódcy, lubię, gdy są…

…uległe?

– Nie do końca. Chociaż z reguły muszę postawić na swoim.

A więc kobieta przy panu musi być po prostu mądra, żeby się panu wydawało, że to pan stawia na swoim.

– Moja żona naprawdę świetnie sobie ze mną radzi, wie, kiedy lepiej ze mną nie rozmawiać. Ja muszę najpierw problem przerobić sam ze sobą, poukładać w głowie. Żona zdaje sobie z tego sprawę.

No to jakie kobiety się panu podobają?

– Proste pytanie, ale trudne. Wizualnie partnerka może się podobać, ale charakterologicznie nie pasować. Może być zarówno blondynka, jak i brunetka. Zgrabna, zadbana, bo pierwsze wrażenie to jednak to wzrokowe.

Na boisku niczego nie można udać. Tam gracz jest wyłożony jak motyl pod mikroskopem. Ma pan świadomość, ile zrobiliście w trójkę (pan, Lewandowski, Piszczek) fantastycznego dla wizerunku Polski? Tacy trzej muszkieterowie.

– Nie ma co ukrywać, rzadko się zdarza, żeby trzech Polaków decydowało o obliczu drużyny, która zdobywa mistrzostwo drugi raz z rzędu i Puchar Niemiec w tak silnej lidze, jaką jest niemiecka.

Z taką liczbą stadionów pełnych co tydzień.

– Może to zabrzmi trochę nieskromnie, ale co mam iść i grać na pół gwizdka? Po to się gra, aby osiągać jak najlepsze wyniki, strzelać bramki, podawać, zdobywać trofea. I to jest najpiękniejsze w życiu.

Co pana jest w stanie wzruszyć?

– Krzywda ludzka, szczególnie dzieci. Jak widzę, że ktoś naprawdę walczy. Ludzie, którzy mało mówią, najwięcej potrzebują, bo ci, co dużo mówią, to się ich zauważa. A co z milionami tych, których się nie widzi? Są sami ze swoimi problemami. Straszne.

Kiedy poczuł się pan megaszczęśliwy?

– Po meczu z Rosją.

Bo to w jakimś sensie był wygrany mecz.

– Nikt nie mówił, że będziemy w stanie nawiązać z Rosjanami równorzędną walkę. Jak to w sporcie – nie zawsze to, co na papierze, przekłada się na boisko. Szczerze powiem, że niewiele brakowało, a byśmy ten mecz wygrali.

Ma pan zdjęcie Tysona na koszulce, to przypadek? Bo to raczej taki bitny facet.

– Bitny, ale bez głowy.

Jak się człowiek urodzi pod tzw. krzakiem agrestu i ma charakter, to może wiele osiągnąć w życiu. Jak się urodzi w apartamencie europejskiego miasta i jest pewien, że wszystko już ma, to może całe swoje życie schrzanić. Pan mówi, że kiedyś chciałby wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło. W pewnym sensie pod ten krzak agrestu.

– Tym, czego mi najbardziej brakuje, jest rodzina, mimo że mam żonę i dziecko. To jest coś, bez czego sobie nie wyobrażam życia. Byliśmy wychowani w rodzinnym klimacie i zawsze jak jest jakaś uroczystość, to przychodzi 25-30 osób. To coś pięknego. Nie widzę innej możliwości, niż przekazywać tę tradycję naszym dzieciom. Chciałbym kiedyś wrócić do swojej rodzinnej miejscowości i tam zamieszkać, ale co życie przyniesie…

Ma pan fanów, także wśród małych chłopców, którzy chcieliby kiedyś być…

– Staram się do nich zbliżyć, wyciągnąć rękę, żeby zaczęli wierzyć, że to wszystko nie jest takie odległe.

Ale wie pan, że w przypadku większości to marzenie się nie spełni.

– Jeżeli masz wewnętrzną wiarę, pozytywne myślenie i robisz wszystko, aby coś osiągnąć, to jest mniejsze rozczarowanie, nawet gdy się nie uda, bo wiesz, że dałeś z siebie wszystko. Sport ma to do siebie, że wyrabia charakter.

Ile jest w Błaszczykowskim talentu, a ile pracy – w procentach?

– 50 na 50. Tak mi się wydaje.

A nie 100 proc. talentu i 100 proc. pracy? Bo przecież u pana nic nie jest na pół gwizdka.

– 100 proc. talentu i 100 proc. pracy? To jest najbardziej trafne (śmiech).

Jaki jest Błaszczykowski?

– Ja w ogóle sprawiam wrażenie spokojnego i cichego.

Klnie pan czasami?

– Tak. Wyobraża sobie pani sytuację, że wchodzę do szatni, siedzi 23 mężczyzn po przejściach i mówię: panowie, musimy dać z siebie wszystko? Jeżeli jest źle, to musisz powiedzieć… ale to już takie zakulisowe.

Panowie, ale jest do d…

– No, niekiedy bez panowie (śmiech).

Kiedy zapyta się piłkarzy, co mogliby najważniejszego w życiu osiągnąć zawodowo, to zawsze padają dwie drużyny: FC Barcelona i Real Madryt.

– Każdy chce się sprawdzić w drużynie, która ma największe możliwości, jeśli chodzi o szansę zdobywania trofeów.

Ale…

– Real Madryt – zawsze im kibicowałem i chciałbym kiedyś tam zagrać. Chociaż to nie jest najważniejsze. Wolałbym poczucie spełnienia.

Więc to mógłby być nadal Dortmund?

– Jeśli zdobywałbym z Borussią mistrzostwa tak jak teraz, to pewnie tak.

Przywiązanie do drużyny w czasach wszechobecnego pieniądza jeszcze ma znaczenie?

– Trzeba to wypośrodkować. Bo ty możesz mieć sentyment, ale ktoś nie będzie go miał do ciebie, jak przegrasz. Mam teraz taką sytuację – trwają rozmowy na temat nowego kontraktu. Oni mają pierwszeństwo z racji tego, że to klub, w którym jestem pięć lat i któremu wiele zawdzięczam. Dlatego to z nimi jako pierwszymi podejmuję rozmowy. Ale powiedziałem im, kto także jest mną zainteresowany. Wydaje mi się, że to szczerość rzadko spotykana.

Mnie Niemcy – bo przez kilka lat tam mieszkałam – nauczyli otwartości, tolerancji i tego, że pewnych rzeczy nie można zrobić ani powiedzieć bez konsekwencji. A pana?

– Porządku i spokoju w życiu. Nie wiem, czy pani to zauważyła: u nas każdy gdzieś się spieszy, a tam masz czas, żeby iść na kawę, pogadać, mimo że jesteś w pracy.

Tak jak my teraz?

– Dziennikarz i dziennikarz to tak jak piłkarz i piłkarz. Może być taki, do którego przychodzisz tak jak tu, udzielasz fajnego wywiadu, rozmawiasz z nim rzeczowo, możesz wiele poglądów wymienić. I wtedy być może ktoś wyciągnie wnioski z tego naszego spotkania, i dostanie dodatkowy impuls do życia. To ma naprawdę sens: mówić o czymś prawdziwie. Otrzymuję wiele listów od ludzi, którzy mieli straszne problemy. Jeden dostałem od pana, który dwa lata temu w wypadku stracił żonę, ma dziecko czy dwoje, a tu moja historia. I on pisze, że myślał, że miał ciężko, ale teraz jemu się wydaje, że to ja miałem ciężko. A więc jednak to wszystko jest po coś.

W jakim kolorze ma pan samochód?

– Białym.

A ten drugi?

– Szary.

A trzeci?

– Czarny. To taka moja słabość – samochody.

Używki zabronione?

– Kiedy jest urlop, to oczywiście człowiek się napije. Ale ja jestem taki skurczysyn z charakteru, że jak sobie coś założę, to nie nadużywam. Tak jest też z alkoholem.

Napije się pan jeszcze herbaty?

– Jakbym mógł poprosić z cytrynką i odrobiną cukru.

Kiedy strzela pan bramkę i patrzy w niebo, to…

– Robię tak, i wchodząc na boisko, i po strzeleniu bramki. Ktoś może pomyśleć, że to pod publiczkę, ale ja to robię, bo mam taką wewnętrzną potrzebę. Moja wiara nie polega na suchych regułkach, tylko na rozmowie z mamą.

Tylko wy znacie jej treść.

– Tak. W tym całym hałasie na stadionie jest to moment na refleksję.

Mama się wtedy uśmiecha?

– Jestem święcie przekonany, że tak.

 

(źródło: PANI 8/2012, fot. Zuza Krajewska & Bartek Wieczorek/LAF/Pani)

Pozostałe

Nowe otwarcie

Już 24. sierpnia o godz 18:00 Wisła Kraków rozpocznie walkę o Mistrzos...

24/08/2020

Egzamin dojrzałości

7. czerwca na stadionie im. Henryka Reymana Wisła Kraków podejmie druż...

06/06/2020

Początek zwycięskiej passy

8. marca o godzinie 15:00 na stadionie im. Henryka Reymana tutejsza Wi...

08/03/2020

Inauguracja rundy rewanżowej

8. lutego pierwszy mecz w rundzie wiosennej PKO Ekstraklasy w sezonie ...

08/02/2020

Grudzień miesiącem nadziei

Grudzień może okazać się przełomowym miesiącem dla podopiecznych trene...

31/12/2019

Zagraliśmy z Kubą po raz 4!

28. grudnia w hali sportowej w Częstochowie odbyła się 4. edycja impre...

30/12/2019

XIII Kuba Cup rozstrzygnięty!

20. grudnia w rodzinnej miejscowości Jakuba Błaszczykowskiego odbył si...

22/12/2019

Świąteczne Granie z Kubą 2019

28. grudnia w hali sportowej Częstochowa odbędzie się 4. edycja imprez...

16/12/2019

Bramka Kuby Błaszczykowskiego

     Na ten dzień długo czekali kibice krakowskiej Wisły, Kuba Błaszcz...

26/11/2019

Wyczekiwany powrót Kuby

9. listopada na stadionie im. Henryka Reymana w Krakowie rozegrano mec...

13/11/2019

Projekt i wykonanie Kreowanie wizerunku sportowców Aplikacje mobilne