„W moim zyciu były trudne momenty”

Kuba Błaszczykowski w rozmowie z Małgorzatą Domagalik wypowiedział się na wiele poruszających i intymnych tematów. Zapraszamy do lektury.

Małgorzata Domagalik: Kiedy zadzwoniłam z propozycją okładki, powiedziałeś coś, co mnie naprawdę zaskoczyło: Jeśli nie przeszkadza ci, żeby prosty chłopak z Truskolasów był na okładce PANI, to się zgadzam. Aż tak skromny jesteś?

Kuba Błaszczykowski:– Nie. Po prostu nigdy nie miałem parcia na media. I chciałbym być zapamiętany przede wszystkim z tego, co robię na boisku. Ale jak już dostałem taką propozycję, to po namysłach, i dlatego, że mam zaufanie do redaktor naczelnej, zgodziłem się (śmiech)…

A ja, mimo że trochę się już znamy, brałam pod uwagę, że powiesz nie.

– Zadecydowała kwestia zaufania. Poza tym fajnie jest, jak ktoś już coś wie o tobie i o tym, co robisz. Zna się na ludziach i na piłce. Choćby pan przy bramie, który przed chwilą powiedział: Przyjechał Płaszczykowski (śmiech).

Może źle usłyszałeś?

– Nie, wziąłem to z uśmiechem. Czasami warto pośmiać się z samego siebie.

Wielu z nas zostawia za sobą przeszłość. Było, minęło… Tak łapie się dystans do siebie i tego, co dookoła. Po prostu chcemy zapomnieć. Tyle że im dalej w las, tym łatwiej zgubić ścieżki powrotne do domu. A Ty do Truskolasów tam i z powrotem.

– Nie potrafię inaczej.

Jak byś je opisał?

– Przede wszystkim stoi tam duży kościół. Wjeżdżasz na górkę, centrum jest w dole, a potem znowu pod górę.

To prawie jak San Francisco…

– Dla mnie najważniejsze jest to, że to tam mogę spotkać się z rodziną, przyjaciółmi, usiąść we własnym gronie i odpocząć psychicznie.

A jak tak sobie siedzicie, to twoi przyjaciele pytają, co u ciebie, czy słuchasz, co mówią o sobie?

– Temat piłki nożnej jest daleko w tle. Przede wszystkim rozmawiamy i wspominamy dawne dobre czasy. Lubię taką atmosferę. To wynosi się z domu. Babcia nas tak wychowywała, ja też będę robił wszystko, żeby moje dzieci chciały pielęgnować to, co jest najważniejsze w rodzinie – potrzebę bycia razem. Kiedy zjeżdżamy się w Truskolasach, to mamy parę takich dni tylko dla siebie.

I świat cię nie ukradnie?

– Nie wiem, bo na pewno, obiecuję – to są niebezpieczne słowa. Nie wiem, co będzie za ileś tam lat, ale dziś wydaje mi się, że zawsze będę wracał do swoich korzeni. Chociaż nie ma mnie w domu już od 10 lat.

Mijasz drogowskaz Truskolasy i myślisz…

– …że jestem w domu.

Jak ustrzec się przed tym, żeby nie odpaliło? Podobasz się kobietom, uwielbiają cię dzieci, masz prawie milion fanów na Facebooku, komplementy i uśmiechy płyną ze wszystkich stron. Skoro więc jestem taki wspaniały, to…

– Ja w ogóle nie myślę w tych kategoriach. Wiem, ile pracy mnie kosztowało, aby dojść tu, gdzie dziś jestem. I na pewno jestem w tym, a nie innym miejscu także dzięki temu, że jestem sobą.

Ile?

– Oj, sporo, zresztą jak każdego, kto ma swój cel i marzenia. Każdy w tym, co robi, musi mieć dużo silnej woli i samozaparcia, żeby przede wszystkim w najcięższych momentach się nie poddawać. W moim życiu i w przygodzie z piłką takie trudne momenty były. I to właśnie wtedy pokazuje się charakter. Albo sodówka uderzy do głowy, albo nie.

– Ciężko jest wejść wysoko, ale utrzymać się tam – jeszcze trudniej. Nie mówiąc o tym, że presja nowych zawodników jest naprawdę ogromna. Musisz się liczyć z tym, że na twoje miejsce czekają ich setki tysięcy.

No to już od tego samego może się w głowie przewrócić…

– No tak, ale jeśli człowiek uwierzy, że jest najlepszy, to nie będzie robił postępów. A to początek końca.

Robisz postępy?

– Myślę, że cały czas.

Kiedy raz na zawsze zamkniesz za sobą drzwi z napisem bilety na Euro 2012? Szczerze…

– Każdy, kto mnie zna, wie, jakim jestem człowiekiem, i…

…nie każdy cię zna.

– Już kilka razy byłem kapitanem reprezentacji, a jak byłbym złym kapitanem, tobym nim nie był. Jednak zaufanie od chłopaków jest duże. Jestem głosem drużyny i muszę jej bronić, liczę się więc z konsekwencjami tego, co zrobię i powiem. Ale uwierz mi, że przyjdzie odpowiedni moment, żeby wytłumaczyć, co się na Euro 2012 zdarzyło. I o co w tej aferze z biletami tak naprawdę chodziło. Dopóki jednak jesteś piłkarzem i grasz…

Musisz być kapitanem dyplomatą?

– W pewnym sensie tak. Ale żeby wyjaśnić sprawę z biletami do końca: nie chodziło o pieniądze czy darmowe bilety – a takie oskarżenia padały – tylko o sposób, w jaki się to załatwiało, i o to, że mieliśmy coś obiecane i nie zostało dotrzymane słowo. Chodziło też o to, żeby nie dać z siebie zrobić… Że jak ja coś z kimś ustalam, to nie trzeba podpisywać papierów, tylko wystarczy to, o czym się rozmawia. Dałem słowo. A jak ktoś tego słowa nie dotrzymuje, to ja nie będę milczał…

To druga strona medalu. M.I.K.I., znany niemiecki raper, napisał o tobie bardzo emocjonalny kawałek… Śpiewa w nim tak: Bo ty masz serce, a to dla nas, fanów, tak ważne. Napalony na kasę jak marionetka? Nie, Ty taki nie jesteś. Miałeś swoje oferty, mogłeś dostać dużo więcej. Jakubie Błaszczykowski, u ciebie wygrało serce!. Jednym słowem, jesteś supergościem dla fanów BVB.

– Nie wiem, czy M.I.K.I. jest znany, czy nie, ważne, że napisał taką piosenkę.

W sumie niedawno podjąłeś decyzję, żeby nam, obcym ludziom, opowiedzieć o jedenastoletnim Kubie, który w dramatycznych okolicznościach stracił mamę.

– To nie było łatwe. Potworna rzecz mnie w życiu spotkała i starałem się sobie z tym poradzić. Nie było mi lekko, ale cały czas myślałem pozytywnie, wierzyłem w to, że kiedyś mi się uda. Ta wiara i myśl, że mama nadal jest przy mnie, pomagały mi iść do przodu.

Cecha charakteru, którą u siebie cenisz?

– Jestem uparty. To chyba nie ułatwia życia na co dzień? Rzeczywiście, w życiu zawodowym to bardzo ważna cecha, ale w prywatnym niekoniecznie, bo trzeba często iść na kompromis, chociaż tego człowiek uczy się wraz z życiowym doświadczeniem.

Ile razy dziennie trenujesz, uparty człowieku?

– Jak mamy letni okres przygotowawczy, to trenujemy trzy razy dziennie. Bywa, że musisz się motywować, żeby rano wstać. Bywa, że ten rytm staje się nużący. Ale najgorsze w tym wszystkim wydają mi się ciągłe podróże.

W ciągu tygodnia spędzasz tylko dwa dni w domu.

– To bardzo męczy psychicznie, cały czas na walizkach, szczególnie jak ktoś ma problem z lataniem samolotem (uśmiech).

A kto ma?

– Musimy się domyślić (śmiech). Tyle że gram w piłkę – to na pewno to, co zawsze chciałem robić. I już dziś zdaję sobie sprawę z tego, że jak będę wiedział, że zbliża się końcówka, to wtedy będę chciał, żeby jeszcze jak najwięcej tych wyjazdów było.

28-letni mężczyzna myśli o końcówce?

– Gdy ta chwila nadejdzie, na pewno nie będzie mi lekko. Będę musiał poszukać innego pomysłu na życie. Na razie ważne jest, że robię to, co kocham.

To może dlatego jesteś na naszej okładce…

– Właśnie cały czas się nad tym zastanawiam i to chyba bardziej pytanie do ciebie, dlaczego zostałem wybrany (śmiech).

Znowu ta skromność?

– To bardziej jest nieśmiałość. Nadal zdarzają się sytuacje, że człowiek nie wie do końca, jak się zachować. Choćby ostatnio – pewna pani zaczepiła mnie na ulicy i oświadczyła, że musi mnie przytulić, bo inaczej sobie nie daruje. Za chwilę idę dalej, a tu znowu ktoś rzuca mi się na szyję .

To…

– Z jednej strony jest szokujące…

Bez względu na to, jaka pani?

– Bez względu (śmiech). Motywacje są najważniejsze. Bo to też znaczy, jak różne emocje wywołuję w głowach ludzi. Pani zareagowała akurat tak, i to była supersprawa dla mnie. To było bardzo miłe.

Ty też jesteś tak serdeczny w stosunku do innych?

– Trzeba zapytać innych…

Nie ma tu innych.

– Mnie samemu trudno jest się oceniać, zwłaszcza jeśli miałbym mówić o sobie dobrze. Mógłbym być nieobiektywny, więc wolałbym to pozostawić tym, którzy mnie znają. Na pewno jestem zasadniczy. Dlatego dużo zależy od tego, czy to jest ktoś, kogo już dobrze znam i wiem, jaki był, kiedy jeszcze nie byłem tu, gdzie jestem dziś, gdy naprawdę miałem w życiu pod górę.

– Byłem dzieckiem, jak straciłem mamę, i byli tacy, którzy się wówczas nie sprawdzili. Wtedy, gdy było mi bardzo trudno i źle. Teraz ci sami ludzie uśmiechają się na mój widok, poklepują mnie po ramieniu. Wtedy z tą serdecznością jest u mnie gorzej.

Nie ma zmiłuj, przebacz…

– Może nie aż tak, ale odbieram taką osobę jako nie do końca szczerą. Jako kogoś, kto tylko czeka, aż mi się znowu noga powinie, żeby uderzyć i zaatakować od tyłu. Takich ludzi należy unikać. I ja tak robię.

Kiedy jeszcze jesteś taki serio?

– Kiedy nie ma czasu na żarty? Jak jest praca, to musi być wykonana na 100 proc. i trzeba być wtedy maksymalnie skoncentrowanym. A w życiu prywatnym to już w zależności od nastroju. Ale, jak wiesz, lubię też pożartować. Lubię luźniejszą atmosferę, wyjść z tzw. okopów.

Ładnie się uśmiechasz – mówią ci to często?

– No, nieczęsto to słyszę, zależy, jak często rozmawiamy (śmiech).

A więc nowość: usłyszałam ostatnio, że fajnie tańczysz…

– Tego nie słyszałem. Nie jest tak, że nie potrafię, ale jak wychodzę na parkiet, to wszyscy od razu patrzą… i wtedy zaczynam mieć wątpliwości. Bo chciałbym, żeby mówili: popatrz, jak on super tańczy (śmiech).

Autorytet w twoim życiu?

– Zawsze potrzebujesz mieć kogoś, kto pokaże ci drogę, kto będzie wiedział, w którym momencie cię przystopować lub jeszcze bardziej napędzić.

Trzeba tylko chcieć słuchać…

– Dla mnie kimś takim jest Jurek (Brzęczek, wujek i menedżer Kuby – red.). Ostatnio, składając mi noworoczne życzenia, powiedział o motywacji, żeby mi jej nigdy nie zabrakło, bo inaczej zaczyna się w różnych sprawach odpuszczać.

– Zastanowiłem się nad tym, ile już razy, kiedy rozmawiałem z Jurkiem, jego spostrzeżenia i myśli były trafne. Zawsze wiedział, co i w którym momencie mi powiedzieć. Pochwalić albo dać porządnego kopa, żebyś nie stał w miejscu, tylko nad sobą pracował, starał się wyciągać maksymalnie dużo z życia i z tego, co robisz.

Beyoncé w jednej ze swoich piosenek na pytanie: Czy wiesz, po co żyjesz?, odpowiada: Żeby być szczęśliwą.

– Mam taką swoją myśl: moje życie w moich rękach. I staram się tak je sobie układać. Niekiedy jest tak, że trzeba podejmować ryzyko. Albo się sparzysz, albo przekonasz, że to ryzyko się opłacało. Człowiek czuje się szczęśliwy, kiedy wierzy, że zrobił coś na 100 proc. I nawet jeśli coś ci się nie uda, wiesz, że dałeś z siebie wszystko.

Kiedy ostatnio byłeś szczęśliwy?

– Czuję się szczęśliwym człowiekiem, chociaż nie do końca… We mnie jest stale ta myśl, że chciałbym się tym szczęściem z kimś podzielić. Oczywiście, dzielę się nim z najbliższymi. Ale nie jestem w stanie pogodzić się z tym, że nie mogę dzielić szczęśliwych chwil z mamą, która zawsze wierzyła, że mnie i Dawidowi (brat Kuby – red.) uda się w życiu. Bardzo chciała, żebyśmy odnieśli sukces. I nie potrafię uwolnić się od myśli, że dziś, patrząc na nas, byłaby bardzo szczęśliwa. A to chyba oczywiste, że syn chciałby sprawić swojej matce jak najwięcej radości…

– Nauczyłem się już z tym żyć, ale ta rysa w moim sercu pozostanie na zawsze. I nie potrzebuję do tego fotografii w albumie, nie muszę stale o tym mówić, bo i tak to moje myśli są najważniejsze.

Można patrzeć na drugiego człowieka z góry tylko wtedy, kiedy pomaga mu się wstać z kolan…

– Bardzo ładne. Widzę świat tak samo.

Jeśliby szukać sensu w bezsensie, to często pocieszamy się, że może gdyby nie zdarzyło się to, co się wydarzyło, to nie bylibyśmy tacy, jacy jesteśmy…

– Wiele razy się nad tym zastanawiałem, ale ostatecznie zawsze wygrywało życie. Chciałbym, żeby mama żyła, a ja byłbym Kubą, który być może zajmowałby się czymś innym.

Jak dajesz sobie radę z urażoną ambicją? Patrz: porażki…

– Moment, w którym przegrywasz, to zawsze refleksja, co zrobiłeś źle. Rozgrywałem wiele meczów, które były bardzo dobre, a mimo to przegrywałem. I rozgrywałem wiele meczów, które były słabe, a wygrywałem. Potrzebne jest w tym wszystkim szczęście. A na samym końcu najważniejszy jest wynik, bo to jednak jest ogromny biznes, w którym zawsze grasz o zwycięstwo. Poza tym to też taka naturalna cecha naszego charakteru, że nienawidzimy przegrywać.

Czego nie lubisz u innych?

– Mściwość i zazdrość to okropne cechy.

Nieznane ci uczucia?

– Zazdrość? Nigdy nie zazdrościłem nikomu niczego, nie chodziłem i nie cmokałem, jak ktoś sobie coś kupił, coś miał.

A w jakich sytuacjach cmokasz?

– Nie ma takich. Staram się mieć własne życie, robić swoje i nie patrzeć na to, co robią inni.

Szaleństwa?

– Że cały czas jestem taki poważny? Uwierz, jestem facetem, który jak wstaje rano, to włącza muzykę i potrafi tańczyć z córką przed lustrem. Jestem pozytywnie zwariowany. Naprawdę.

Jakiej muzyki słuchasz?

– Niekiedy mam ochotę pobłądzić w latach młodzieńczych i włączam stare przeboje Abby. To zależy od nastroju, od tego, co chcę sobie przypomnieć, o czym pomyśleć.

Na przykład o czym?

– Na przykład chcę wrócić do piosenek, których słuchali rodzice, mama.

Mama często słuchała Demisa Roussosa.

– Tak, też go czasami słucham. Lubię wracać do czasów, gdy słuchałem Voo Voo, Paktofoniki. To momenty, kiedy chciałbym zrobić kilka kroków do tyłu i zostać tam, gdzie żyło się beztrosko, nie miało problemów, obowiązków i wydawało się, że życie jest takie normalne.

Słuchasz też Eldo – nie jest za wesoły.

– No cóż, niekiedy mam taki nastrój. Nie da się wymazać z życia tego, co było. I to bardzo ważne, żeby tego nie robić. Gdybym o tym nie pamiętał, to – jak mówiłaś na początku – nie wracałbym do Truskolasów. Z drugiej strony, z pełną świadomością tego, co wydarzyło się w moim życiu, muszę przecież nadal żyć.

Obowiązki cię przytłaczają?

– Nie.

Dlatego że masz pieniądze czy taki charakter?

– Pieniądze szczęścia nie dają, choć pomagają żyć. Ja mam przede wszystkim to szczęście, że robię to, co kocham. To dla mnie prawdziwy sukces.

Masz tatuaże?

– Nie.

Jesteś romantyczny?

– Niestety.

Niestety co?

– Nie jestem romantyczny.

Czyli?

– Jak żona przygotowała kolację ze świecami, to powiedziałem, żeby je zgasiła, bo nie widzę, co jem.

Żartowałeś?

– Nie (śmiech)… Zjadłem kolację przy normalnym świetle i później mogliśmy zapalić świeczki. Nie jestem romantykiem. Może wynika to z moich przeżyć… Nie wiem.

Ile jest tych zameczków, które trzeba otworzyć, żeby do ciebie dotrzeć?

– Wydaje mi się, że tego we mnie nie da się otworzyć.

Kominek w domu masz?

– Tak. I fajnie przy nim telewizję można pooglądać.

Zastanowiłam się i ja bym tych świeczek chyba nie zgasiła.

– Nie?

Nie.

– Głodny byłem (śmiech).

Jesteś w gazecie, w której hasło Siła jestkobietą jest sztandarem. Lubisz takie kobiety?

– Lubię.

Bo?

– Bo są silne.

Mogą nie zgasić świeczki…

– To wtedy wyjdę do pokoju obok (śmiech). Ale poważnie: jest wiele kobiet, które z przeciwnościami losu dają sobie świetnie radę. I to jest ta siła, o którą chyba chodzi w waszym haśle. O takie życiowe sytuacje, np. kiedykobietamusi samotnie wychowywać dziecko. To jest dla mnie wyznacznik, jak potrafi być silna. Podziwiam takie kobiety. Myślę, że my, faceci, nie potrafilibyśmy psychicznie znieść tyle, co one.

Co cię w kobietach denerwuje? 

– Hm… to też jest kwestia indywidualna. Jedna robi zakupy w pięć minut, druga w godzinę.

Lubisz robić zakupy?

– Nie za bardzo. W restauracji kiedyś tak było, że brałem gazetę, żeby czekając na posiłek, coś w tym czasie robić. Nie jestem cierpliwy.

Cierpliwości uczą dzieci…

– Rzeczywiście, nie ma lepszych okazji do nauczenia się cierpliwości niż te, które stwarza ci córka. To kolejne doświadczenia, które uczą cię bycia dojrzałym.

Kim chciałbyś, żeby kiedyś była twoja córeczka?

– Nie chciałbym jej wkładać w żadne ramy, sama wybierze. Nie chciałbym przede wszystkim, żeby musiała się tłumaczyć z tego, co robił jej ojciec czy rodzice. Jedno jest pewne: każdy dzień z nią spędzony jest szczęściem, które dać może tylko córka. Chciałbym mieć trójkę dzieci. Zobaczymy, czy te marzenia się spełnią, ale to taka moja meta. Właśnie oczekujemy narodzin kolejnego dziecka…

To już nie oglądasz się zakobietami? (śmiech)

– Jak idzie ładna, atrakcyjna, to oczywiście, że tak, to normalny odruch zdrowego faceta.

Atrakcyjna?

– Nie zwracam uwagi na pupę czy piersi, ale generalnie na figurę. Twarz to dla mnie bardzo ważna rzecz. Tylko ustalmy: to, że jest ładna, nie oznacza, że jest odpowiednia dla mnie. Moja żona jest moją żoną, bo jest odpowiednia.

Czyli?

– Taka jak jest moja żona.

Tajemnica?

– Nie. Ona wie, że przy moim charakterze i przy tym, że jestem uparty, lepiej się czasami wycofać i po pewnym czasie wrócić do problemu, niż na gorąco starać się go rozwiązać. To też jest mądrość kobiety, która wie, że niekiedy warto iść na kompromis. Tyle że ja sam nie tak często idę na kompromis jak moja żona. Pomijając względy wizualne, ona jest przede wszystkim bardzo dobrą matką, co dla mnie ma duże znaczenie.

Wierzysz w miłość na całe życie?

– Wierzę po prostu w miłość, a jak ona długo trwa… Rozumiem, że masz na myśli obietnice składane na całe życie? Widziałem już tak wiele rzeczy i tak wiele par. Wolałbym – tak jak przed meczem – nie mówić o wyniku, tylko robić swoje. Nigdy nie wiesz, co cię w życiu spotka. Ale czuję się szczęśliwy i w tym względzie spełniony.

To prawda, że grasz ze swoim wujkiem vel Jurkiem w kości przez Skype’a? Prawda.

– Niekiedy gramy do pierwszej, drugiej w nocy. Ostatnio zagraliśmy ze 150 partii, a jedna trwała 25 minut.

Można oszukać przez Skype’a?

– Ale jaki to ma sens?

Nie lubisz przegrywać…

– To nie ma znaczenia. Wolę wygrać uczciwie niż nieuczciwie, bo to mi nie sprawia żadnej przyjemności. Był okres, że graliśmy bardzo często, teraz trochę rzadziej – Jurek ma swoje obowiązki, ja też. I zawsze gramy na pompki: kto przegra, robi 20 pompek.

Też przez Skype’a?

– Nie, mamy do siebie pełne zaufanie. Zajęć mnóstwo, a tu dwóch facetów – siostrzeniec i wujek, jeden w Dortmundzie, drugi w Częstochowie – siedzi i gra w kości, robi pompki… Tak jest. Do pierwszej, drugiej w nocy.

A beauty sleep?

– Trzeba tak spać, żeby się wyspać.

Czym można ci sprawić największą przyjemność?

– Dla mnie ważne są relacje międzyludzkie. To, jak się z kimś rozmawia, jak się z tym kimś czuje, czy się ludzie szanują.

Kto może być twoim przyjacielem?

– Ci, którzy nigdy mnie nie zawiedli, bez względu na to, co i kiedy się w moim życiu wydarzyło. I żeby coś takiego jak przyjaźń zaistniało, to to wzajemne przyglądanie się sobie musi trwać. Szczególnie teraz, gdy zdaję sobie sprawę z tego, że wielu może chciałoby być przy mnie, żeby…

Ogrzać się w twojej popularności?

– Właśnie. Przyjaciel musi być przy tobie zawsze. Mówię przede wszystkim o tych, których spotkałem bardzo dawno temu.

A teraz?

– Muszę poznać i zaufać.

Słowo nigdy…?

– Nie powiem go. To trudne słowo.

Może…?

Jest tyle rzeczy… Może np. uda mi się pograć do 35. roku życia.

To twój plan?

– Tak, jeśli zdrowie pozwoli.

Zawsze…?

– To też ciężkie słowo, ale na pewno mogę powiedzieć: zawsze będę kochał swoje dzieci.

Mieć nie znaczy żyć…

– Bardzo ładne zdanie, tak jak to, że wszyscy umierają, ale nie wszyscy żyją.

Mówisz: Wierzę w Jezusa….

– Wiara to nie jest puste słowo. Każdy z nas powinien znaleźć swoją drogę i ja taką drogę znalazłem. Wierzę w to, że tam, na górze, jest mama, która mi pomaga, wierzę w życie pozagrobowe i nie przestanę. Tak zostałem wychowany. Niektórzy mówią wierzę, ale tak naprawdę nie wiedzą, co mówią. Nie muszę codziennie chodzić do kościoła, żeby…

Ile w tobie jest jeszcze z chłopca?

– Wiele (śmiech) i mam nadzieję, że tak zostanie do końca życia. Łapię się na tym, że jak wracam do domu, do Truskolasów, to przede wszystkim chcę sobie przypominać czasy, gdy byłem maluchem. U nas często chodziło się na przystanek autobusowy i dziś nieraz umawiamy się z chłopakami, że pójdziemy tam sobie postać, tak tylko, żeby sobie przypomnieć, jak to kiedyś było. Albo stoimy na moście i ktoś z nas idzie kupić ciepły chleb. Mamy piekarnię niedaleko – jak wracaliśmy z dyskoteki, to szliśmy po ten chleb. Takich rzeczy się nie zapomina.

A co ty robiłeś na dyskotekach?

– Podpierałem mury (śmiech). Wczoraj np. wiedziałem, że kumple grają w taką grę Heros 3 na komputerze, akurat położyłem córkę spać i pojechałem do nich na 15 minut popatrzeć, kto wygrywa. W latach młodzieńczych graliśmy razem. Jak się teraz spotykamy albo jak byli u mnie w Dortmundzie, to też potrafiliśmy grać do rana. Z tego nigdy nie zrezygnuję i nie chcę wyrosnąć.

Usłyszałeś kiedyś od swoich kumpli: Kuba, zmieniłeś się?

– Nie. Dla mnie to by było nieprzyjemne.

Twój czerwony samochód?

– Po prostu marzenie.

Nadal nim jeździsz…

– Ale już niedługo, bo widzę, że wzbudza zbyt wiele sensacji. Wiesz, ilu rzeczy po drodze musiałem i muszę sobie odmawiać?

Czego?

– Choćby tego, że rodzina i przyjaciele zostają tu, a ja muszę być cały czas tam. Jestem w domu raz na pół roku. Ciągle podróżujemy, nie mam czasu pójść do kina czy na imprezę. Czas jest mocno ograniczony, a jak już jest, to człowiek odpoczywa. Dlatego jak przyjeżdżam do Polski na urlop, to chcę ten czas maksymalnie wykorzystać. Moja żona to akurat doskonale rozumie i naprawdę pozwala mi na wiele.

Czytasz na swój temat tzw. gorące newsy?

– Nie czytam, bo z prawdą nie mają zazwyczaj nic wspólnego. Przecież i tak musisz wyjść na boisko i udowodnić swoją siłę. Pokazać, co potrafisz. Nikt nie będzie za ciebie grał: ani dziennikarz, ani ktoś, kto pisze w internecie, że coś potrafisz albo nie. Dlatego to, co o sobie czytam, nie ma znaczenia. Ale każdy kolejny mecz, który muszę rozegrać najlepiej, jak potrafię, ma znaczenie.

Wierzysz w przeznaczenie czy co ma być, to będzie?

– Jak człowiek będzie miał na kogoś trafić, to prędzej czy później trafi. Jeśli coś ma się zdarzyć, to się zdarzy.

To też uroda życia. Czy zbyt romantycznie to ujęłam?

– Nie, może akurat w tym momencie to słowo jest OK.

Najpiękniejsze słowoświata?

– Chyba kocham cię.

To nie jest romantyczne?

– Jak słyszę od swojej córki czy żony, to jest bardzo miłe. Potrzebne? Bardzo.

—–

PS  Spotkaliśmy się na kilka tygodni przed poważną kontuzją – zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie – jaką Kuba odniósł podczas meczu Borussii Dortmund z Augsburgiem (25.01.2014). Stąd jeszcze jedno pytanie:

Kuba, kibice zamarli, gdy w trzeciej minucie padłeś na murawę, a pierwsza diagnoza brzmiała: pół roku grania z głowy. Chodzisz już bez kul. Czy to znaczy, że…

– Się chodzi (śmiech)…

PANI

Pozostałe

Nowe otwarcie

Już 24. sierpnia o godz 18:00 Wisła Kraków rozpocznie walkę o Mistrzos...

24/08/2020

Egzamin dojrzałości

7. czerwca na stadionie im. Henryka Reymana Wisła Kraków podejmie druż...

06/06/2020

Początek zwycięskiej passy

8. marca o godzinie 15:00 na stadionie im. Henryka Reymana tutejsza Wi...

08/03/2020

Inauguracja rundy rewanżowej

8. lutego pierwszy mecz w rundzie wiosennej PKO Ekstraklasy w sezonie ...

08/02/2020

Grudzień miesiącem nadziei

Grudzień może okazać się przełomowym miesiącem dla podopiecznych trene...

31/12/2019

Zagraliśmy z Kubą po raz 4!

28. grudnia w hali sportowej w Częstochowie odbyła się 4. edycja impre...

30/12/2019

XIII Kuba Cup rozstrzygnięty!

20. grudnia w rodzinnej miejscowości Jakuba Błaszczykowskiego odbył si...

22/12/2019

Świąteczne Granie z Kubą 2019

28. grudnia w hali sportowej Częstochowa odbędzie się 4. edycja imprez...

16/12/2019

Bramka Kuby Błaszczykowskiego

     Na ten dzień długo czekali kibice krakowskiej Wisły, Kuba Błaszcz...

26/11/2019

Wyczekiwany powrót Kuby

9. listopada na stadionie im. Henryka Reymana w Krakowie rozegrano mec...

13/11/2019

Projekt i wykonanie Kreowanie wizerunku sportowców Aplikacje mobilne