„Zapomnieliśmy o autocenzurze”

Ta książka to dla niej zupełnie nowy wymiar. Małgorzata Domagalik udzieliła odpowiedzi na kluczowe pytania w rozmowie z Ofensywnymi.

Kuba i Małgorzata. Ona i on. Chłopiec z Placu Broni, były „chuligan”, kapitan i dziennikarka, która nie ustępuje pola nawet medialnym bestiom. Ich pierwsze spotkanie skończyło się oficjalnym „dziękuję” i „do widzenia”. A wkrótce Błaszczykowski wybrał Domagalik, żeby to jej opowiedzieć o dramatycznych wspomnieniach z dzieciństwa. Tak powstała książka „Kuba”, której premiera w poniedziałek.

 

ŁUKASZ OLKOWICZ, PIOTR WOŁOSIK: Grała pani z Jakubem Błaszczykowskim w kości, które tak lubi?

MAŁGORZATA DOMAGALIK: Tak. Nocne granie w kości i pompki, które po przegranej robił za mnie starszy brat Kuby, Dawid, też mam za sobą. Nawet raz musiałam przebukować bilet z Dortmundu. Spóźniliśmy się na lotnisko, a samolot nie czekał. Ale trzeba było do końca rzucać kośćmi. Wreszcie zwycięzca jest jeden (śmiech).

Błaszczykowski nie znosi przegrywać.

Porażek na pewno nie lubi, ale jeżeli zwycięstwo przychodzi mu za łatwo to też szybko się nudzi. Ze mną prawie zawsze wygrywał. Kiedyś po kolejnym triumfie zniechęcony wstał od stołu, a wtedy niespodziewanie, także dla siebie, rzuciłam piątkę z ręki. Jak zobaczył, że pojawił się rywal, wrócił. Z tego co wiem często gra w kości przez Skype’a z Jurkiem (Brzęczkiem). Przegrany robi pompki. Nikt nikogo nie musi sprawdzać. Tu chodzi o honor. Przegrasz, pompki muszą być.

Chyba że ktoś te pompki robi za niego.

Macie panowie mnie na myśli? Tak czy inaczej, Kuba kocha rywalizację. W każdej postaci. Łukasz Piszczek opowiadał mi, że całkiem niedawno kupili elektroniczne samochodziki i ścigali się nimi godzinami po ogrodzie. Niby zabawa, ale zaraz się zaczyna, kto pierwszy, kto lepszy. Kuba kumpluje się w Borussii z Matsem Hummelsem, z którym też rywalizują przy każdej okazji, na przykład grając w kosza. Pokonany szuka natychmiastowej szansy do rewanżu. Porażki długo się wypomina.

Jak zdobywa się zaufanie Błaszczykowskiego, człowieka wyjątkowo powściągliwego wobec obcych?

Mam swoją teorię na ten temat. Po EURO 2012 zaproponowałam mu wywiad do miesięcznika „Pani” w cyklu „Mistrz i Małgorzata”. Wiem, że początkowo nie chciał przyjść. To, że w końcu się zgodził, zawdzięczam Brzęczkowi. Kuba pojawił się w redakcji, potem mieliśmy wspólną sesję zdjęciową. Po jej skończeniu podziękowałam mu i się pożegnaliśmy.

I tyle?

Tyle. Mógł być zaskoczony i być może był to przełomowy moment w naszych kontaktach. Sierpień 2012 roku, Kuba jest u szczytu sławy i nagle spotyka kogoś, kto nic od niego nie chce. Żadnych próśb o bilety, autograf czy koszulki. Interesowała mnie rozmowa i nic więcej. Kiedy obserwuję go dziś, wiem, że w jego wypadku nie jest to takie częste.

Musiało mu to wasze spotkanie utkwić w pamięci, skoro zadzwonił po trzech miesiącach.

Zapraszał na październikowy mecz z Anglią, potem do Dortmundu na mecz z Malagą, ale tak się składało, że długo nie mogłam znaleźć terminu. W końcu poleciałam na fantastyczny i w jakimś stopniu historyczny mecz Borussii z Realem. I tak się zaczęło.

Od razu między wami „zaiskrzyło”?

Rzeczywiście od razu, bo dopiero po trzech miesiącach (śmiech). A poważnie mówiąc, Kuba jest bardzo zamknięty i jak panowie wiecie z dziennikarzami „gra”, trzymając się piłkarskiej terminologii, na swoich zasadach. Nie robi nieprawdziwych min, nie wpuszcza ich do swojego prywatnego życia. To teren zamknięty. A że mi zaufał? Po prostu spotkało się dwoje ludzi, z których jedno chciało pytać, a drugie mówić. Od początku umówiliśmy się, że nie limitujemy się w pytaniach i co najważniejsze w tak zwanej prawdzie nie wrzucamy autocenzury.

Kiedy zaczęliście pracę nad książką?

Półtora roku temu.

Bywało że mieliście siebie dość?

Nie. Chociaż były momenty trudne. To wtedy, gdy Kuba doznawał kontuzji i trzeba było na chwilę się wycofać. Na dwa, trzy dni, może przez tydzień zostawić go samemu sobie, czekać, aż wszystko sobie w głowie ułoży. Ja zawsze podchodziłam do tego inaczej. Trudno mi było więc cierpliwie czekać, aż uzna, że nadszedł czas by o tym porozmawiać. To jego wycofanie jest sprzeczne z moim temperamentem, ja od razu chciałam wszystko przegadać. Nie zmieniłam natury Błaszczykowskiego, ale przynajmniej manifestowałam swoje odrębne zdanie w tej sprawie, a on przyjmował je do wiadomości. Pewnego dnia przyszedł esemes: „Wiesz jaki jestem, nie chcę rozmawiać, ale pisać możesz”.

Dużo było tych trudnych momentów?

Zwłaszcza jeden, mimo to czekałam, a temat dotyczył jego charytatywnej aktywności. „Wiesz, że nie lubię o tym mówić” – powtarzał.

I jak się skończyło?

Z oporami, ale opowiedział.

To, co pani usłyszała o jego przeżyciach z dzieciństwa nie porażało?

To nie może nie porażać. To, czego świadkiem stał się Kuba jest poza tak zwanym rozumem. Jest tak straszne, że trudno to sobie wyobrazić. Tyle, że ja te trudne pytania zadawałem w dobrej wierze. Dostawałam odpowiedzi, które często łapały mnie za gardło. Ale zawsze wtedy mówiliśmy sobie, że ta otwartość Kuby jest po coś, żeby inni uwierzyli, że na końcu każdego tunelu można zobaczyć światło.

Czy dziennikarz słysząc o niewyobrażalnej tragedii drugiego człowieka musi skrywać własne emocje?

Nie, dlaczego miałby to robić? Emocjonalnie to często były bardzo wyczerpujące rozmowy. Dla obu stron. Miałam świadomość, że poruszam się w niezwykle delikatnej materii, bolesnej dla Kuby i nie mogę popełnić żadnego fałszywego ruchu. Emocjonalnie fałszywego. Rodzina i przyjaciele malują w naszej książce portret niezwykłego człowieka, mimo to pewnych pytań nigdy wcześniej mu nie zadali. Czekali, kiedy powie im sam. Tyle, że on nie chciał mówić. Jürgen Klopp w rozmowie ze mną przyznał, że Kuba nigdy nie dał sygnału, że chce o tej historii opowiedzieć. Szanowali to, więc nigdy go nie pytali.

Pani zapytała.

Jestem dziennikarzem i wierzę w coś takiego jak misja zawodu, który się uprawia. Na takie spotkanie jak z Kubą dziennikarz czasami czeka całe życie i bywa, że się nie doczeka. Spotkałam kogoś, kto jak niewielu własnym życiem zaświadcza, że można podnieść się z kolan po największej traumie. Ze swoją historią jest gotowym bohaterem filmowego scenariusza, który mógłby zostać zrealizowany pod każdą szerokością geograficzną. I ten bohater postanowił, że osobą, której wszystko albo prawie wszystko opowie, będę ja. To dla mnie bardzo ważne wyróżnienie z zawodowego, ale i z czysto ludzkiego punktu widzenia.

Powstał obraz człowieka, który przy okazji jest piłkarzem?

Proszę przeczytać. Malowany był w różnych okolicznościach, o jednym z najbardziej dramatycznych wątków w książce, tym tuż po śmierci mamy, rozmawialiśmy po meczu z HSV we włoskiej restauracji pełnej roześmianych ludzi.

Kto wymyślił tę książkę?

Rolę rozgrywającego w jej powstaniu odegrał Jurek Brzęczek, którego też wcześniej nie znałam. Przez te wszystkie miesiące dał mi olbrzymie wsparcie, zaufał mi. A moim rozmówcom często powtarzał: „Małgosi mówimy wszystko”. Jurek uważa, że ta książka to jego pomysł. Kuba potwierdza, ale dodaje, że autora wybrał już sam.

A jaka jest pani wersja?

Nie ma to znaczenia, ale na pewno nie było tak, że wzięłam telefon i zadzwoniłam: „Panie Kubo, może napiszemy książkę”.

Do kiedy byliście na pan i pani?

Na „ty” przeszliśmy w odpowiednim czasie. Po paru miesiącach. Pomysł książki zrodził się tak jakoś naturalnie, chociaż poprzedzony był naszymi wieloma rozmowami i nie tak częstymi spotkaniami. Ryzyko zostało podjęte, a wtedy wielokrotnie słyszałam pytania i zaskoczone głosy, że piszę książkę z piłkarzem! Byli tacy, i pewnie jest ich wielu, którzy uważają, że nie mam pojęcia o piłce jako takiej. To prawda, nie jestem dziennikarzem sportowym.

Pomogło to pani w kontekście napisania tak osobistej książki Błaszczykowskiego?

Postrzegam to jako walor. Nie należę do żadnej grupy wsparcia, ani klubu zawodowej czy też towarzyskiej wzajemnej adoracji. To daję wielką wolność w pisaniu. Poza tym tak jak wielu polskich kibiców wychowałam się w domu, w którym oglądało się piłkę nożną. Zresztą oglądam ją do dziś. W finale Ligi Mistrzów stawiam na czarnego konia – Juventus. Często rozmawiam z kolegami o rozgrywkach ligowych, ulubionych graczach, drużynach. I obciachu nie ma.

Ale pyta pani Błaszczykowskiego w książce, co znaczy punktacja kanadyjska.

Rozumiem, że miałam nie pytać, bo każdy dziennikarz sportowy to wie? Na pewno. Ale ta książka nie powstała tylko z myślą o nich, ale także o tych, którzy nie wiedzą. A może wiedzą niedokładnie, co to jest punktacja kanadyjska. A ponieważ Kuba był w niej bardzo wysoko to o nią zapytałam, a on mi wyjaśnił. I już wiem. Jak czegoś nie wiedziałam, to po prostu pytałam. Z uwag humorystycznych dodam, że i dziś napisałabym, że Mats Hummels, któremu miałam okazję przyjrzeć się z bliska jest megaprzystojny. To taka wartość dodana do bycia jednym z najlepszych obrońców świata. W każdym bądź razie dla każdej fanki futbolu, a mam nadzieję, że te także sięgną po naszą książkę.

Otoczenie Błaszczykowskiego jest hermetyczne. Jak jego rodzina zareagowała na to, że zdecydował się na tak osobiste wspomnienia?

To prawda i dlatego początkowo miałam poczucie, że na każdym spotkaniu z jego najbliższymi zdaję egzamin. Przede wszystkim ze swoich intencji: dlaczego, po co? W końcu weszłam w truskolaski dom Kuby z jego babcią, panią Felicją i resztą rodziny. Skąd wiedziałam, że jak na stół wjeżdża sto kotletów i tyleż samo kiełbas to nie powinnam odmawiać? Nie wiem, ale jadłam i to z apetytem (śmiech). Chociaż w pewnym momencie, kiedy babcia Kuby poinformowała nas, że wstanie o piątej rano i z trzech kilogramów mąki zrobi makaron na niedzielny obiad, zrobiło mi się słabo. A jednak na odchodnym usłyszałam: „Jesteś nasza, reszta to przybysze”.

Również przyjaciele Kuby początkowo patrzyli na mnie podejrzliwie. Też szukałam w ich słowach niespójności, jakiejś luki, że wreszcie ktoś puści farbę i powie, jaki naprawdę jest ten ich przyjaciel. I nic. To niesamowite, ale oni są jak bohaterowie książki „Chłopcy z Placu Broni”. Pozazdrościć. W końcu przekonaliśmy się do siebie. Dziś jeden z nich żartuje, że moją jedyną wadą jest bycie kobietą, bo inaczej mogłabym z nimi pójść na całość. Cokolwiek to znaczy. I to też jest jakiś mój sukces, prawda?

Dziennikarski?

Też.

Skąd pomysł na książkę właśnie z Błaszczykowskim, a nie z Arturem Borucem czy Wojciechem Szczęsnym, z których łatwiej wyciągnąć coś kontrowersyjnego?

Zawsze przyda się mąż… Któregoś dnia przechodząc z jednego pokoju do drugiego usłyszałam, jak mój niemiecki mąż mówi, że fajny jest ten nasz Kuba. Zapytałam: – Jaki wasz? – No, Błaszczykowski. Zastanowiło mnie, dlaczego Niemiec mówi o Polaku nasz. Zbiegło się to z wizytą Kuby w programie Krzysztofa Ziemca, w którym po raz pierwszy opowiedział o swojej tragicznej przeszłości. Wtedy już wiedziałam, że bardzo chcę go spotkać i zrobić z nim wywiad.

Zresztą motywem przewodnim naszej książki jest właśnie to słowo „nasz”. I mimo, że Kuba w stu procentach jest Polakiem, to dla niemieckich kibiców też jest „ich”. Świetnie podsumował to w rozmowie Hummels, mówiąc mi: „Mnie nienawidzą w Bayernie, Kevina Großkreutza w Schalke, a Kubę kochają w całych Niemczech”. Mimo że mieszkałam w tym kraju kilka lat, i to właśnie w Dortmundzie, zaskoczyło mnie to, jak postrzegają go tamtejsi kibice i że my w Polsce nie mamy o tym pojęcia.

Nie doceniamy Błaszczykowskiego?

Nie wiem, czy to dobre określenie. Może po prostu nikt nam o tym dotąd nie opowiedział, jak to tam z nim jest. Wchodzę z nim do restauracji. Nie ma miejsc, ale dla Kuby stolik zawsze się znajdzie. Ludzie się cieszą, że jest wśród nich. Szept: „O idzie, Błaszczykowski” rozlega się za jego plecami gdziekolwiek się pojawi. Kibice BVB, i nie jest to żadna przesada, po prostu go uwielbiają. Nie wiem, czy po kontuzji w Polsce tak często słyszał „czekamy na ciebie” jak to miało miejsce w Niemczech. Wsparcie, jakie dostawał, również na stadionie, było nieprawdopodobne. Często po rozmowie z kolejnym kibicem Borussii pytał: „Zauważyłaś, że oni traktują mnie nie tylko jak piłkarza, a człowieka, któremu ufają”. Rzeczywiście zauważyłam i myślę, że sprawia mu to przyjemność, dlatego jeden z rozdziałów książki nosi tytuł: „Kibica nie da się oszukać”.

W Borussii ma silną pozycję, cenią go i szanują. Hummels opowiadał mi, że gdy Kuba podnosi ręce po strzelonym golu i patrzy w niebo, to ten zazdrości mu jego wiary, chociaż sam jest ateistą. I że dają mu wtedy z chłopakami tych parę sekund, które są tylko dla niego. W rozmowach z piłkarzami Borussii zauważyłam, że nawet jeśli żartują i przypominają śmieszne anegdoty z udziałem Kuby, to zawsze na końcu podkreślają, jak jest dla nich ważny. Żeby nikt nie pomyślał, że go nie doceniają. Liczą się z jego zdaniem.

Odbiór książki zapewne zdominuje tragedia z dzieciństwa.

Opowiadamy w niej dramatyczną historię człowieka, ale też i piłkarza. Książkę kończy rozdział „Błaszczykowski znaczy kapitan”. Proszę pamiętać, że zaczynaliśmy ją pisać w kompletnie innych okolicznościach. Kuba był na wznoszącej. Zagrał w finale Ligi Mistrzów, nie miał kontuzji, był kapitanem reprezentacji. Nikomu nie mogło wtedy przyjść do głowy, że na przykład Adam Nawałka pominie go w powołaniach… A jednak tak się stało. Nie jest kapitanem, a książkę kończyliśmy tuż przed tym, jak nie dostał wezwania na mecz z Irlandią.

Była pani świadkiem wszystkich decydujących momentów dotyczących odebrania Błaszczykowskiemu opaski.

Byłam w Dortmundzie, kiedy Adam Nawałka przyleciał do Niemiec i jeszcze nieoficjalnie powiedział Błaszczykowskiemu, że ten nie jest już kapitanem. Z selekcjonerem rozmawiałam wielokrotnie. Opisałam to w książce. To były też dla mnie dramatyczne chwile. Miałam to „szczęście”, że uczestniczyłam w sytuacjach, spotkaniach i rozmowach, które mogę bezpośrednio relacjonować, a nie pisać o nich z tzw. drugiej ręki, ktoś coś mi o kimś, o czymś opowiedział. To nie ten przypadek. To duży przywilej, zwłaszcza gdy rzeczy przeze mnie opisane dotyczyły czasami tak dramatycznych zwrotów akcji, jak ten z opaską kapitana.

Uważa pani, że Nawałka bezpowrotnie stracił Błaszczykowskiego?

Nieważne, co ja uważam, ale co uważa na ten temat Jakub Błaszczykowski.

W książce pyta go pani i osoby z jego otoczenia, jak sobie poradził z tym wszystkim, co wydarzyło się w ostatnim miesiącach – kontuzją i utratą opaski. Co odpowiadają?

Proszę przeczytać, odpowiedź może być zaskakująca. Dla wielu, którzy znają Kubę, taka była.

Jak w książce przedstawiliście trudne relacje Błaszczykowskiego z Robertem Lewandowskim?

To nie jest książka o Robercie Lewandowskim, tylko o życiu Kuby Błaszczykowskiego. Proporcje wydają się oczywiste, w każdym bądź razie dla mnie. Chociaż jego nazwisko w tej książce pada.

Wracaliście do niefortunnej wypowiedzi o biletach po ostatnim meczu w EURO 2012?

Oczywiście. Swoją drogą zastanawiam się, bo książka ma swoją niemiecką premierą w sierpniu, jak i czy nasi sąsiedzi zrozumieją to całe zamieszanie z biletami. Bez dwóch zdań Kuba wybrał bardzo zły moment na nagłośnienie tego problemu. Ale każdy kto go zna chyba nie uwierzy, że on i jego koledzy na boisku zamiast o zwycięstwie myśleli o biletach.

Dlaczego tak często porównuje pani Błaszczykowskiego do Erica Cantony?

Chodzi przede wszystkim o charakter, osobowość, nazwę ją niepokorną. Obaj kierują się zasadami, których konsekwentnie przestrzegają, podążają też własnymi ścieżkami. Z tego co wiem Cantona też grał jako pomocnik (śmiech). A w autobiografii Francuz mówi o sobie, że kiedyś był małym niepozornym blondynkiem. Poza tym takie, a nie inne porównania to chyba prawo każdego autora, nawet jeśli jest tylko współautorem.

Ile razy była pani w Dortmundzie w czasie zbierania materiału do książki?

Chyba z pięć. Zanim zaczęłam zatrzymywać się w domu Agaty i Kuby, mieszkałam w hotelu. Chciałem zachować pewien dystans. Mogłam tym samym obserwować swojego bohatera w różnych sytuacjach. Już wiem, że gdybym miała pisać książkę przede wszystkim na podstawie rozmów telefonicznych to nic by z tego nie wyszło. Przed meczem z Realem, wygranym 4:1, mieszkałam z piłkarzami Borussii w tym samym hotelu. Widziałam, jak Klopp przed wyjazdem na stadion zabrał ich na spacer do pobliskiego lasu. Czułam i dobrze pamiętam panującą tam wówczas atmosferę wielkiego skupienia.

Wątków piłkarskich jest dużo?

Jest przecież klasyfikacja kanadyjska… A poważnie mówiąc opisane są różne mecze Kuby, jak ten z Olympique Marsylia w Lidze Mistrzów, kiedy jego relacje z Kloppem były napięte. I on po swoim golu, za radą wujka, rzucił się w ramiona trenera, choć wcześniej nie chciał o tym słyszeć. Jest historia meczu z Finlandią. Kuba zagrał w nim słabo, Leo Beenhakker zdjął go po pierwszej połowie. Są rozmowy z trzema ostatnimi selekcjonerami – Smudą, Fornalikiem i Nawałką, wywiady z Mattsem Hummelsem czy Sebastianem Kehlem, który m.in. mówi o tym, że Kuba na początku w BVB był zamknięty w sobie, ale równocześnie tak bardzo chciał być z drużyną i nauczyć się niemieckiego, że ten pomagał mu więcej niż innym. Rozmawiałam też z Jürgenem Kloppem. Trener poświęca dziennikarzowi zazwyczaj 20 minut, my o Błaszczykowskim rozmawialiśmy prawie dwie godziny.

Klopp był kolejnym wymagającym rozmówcą.

Chyba jedyna rozmowa przed którą Kuba był trochę zdenerwowany (śmiech), choć zaprzecza, to ta z Kloppem. Szliśmy do pawilonu dla prasy w ośrodku treningowym w Brackel, kiedy nadjechał trener i zapytał: „A gdzie ty Kuba idziesz z panią? Zapraszam do gabinetu”. Podczas spotkania cały czas zdawałam sobie sprawę, że naprzeciwko mnie siedzi medialna bestia, ale chyba nie oddałam pola. Pouczające spotkanie i gdybym była piłkarzem to na liście zawodowych marzeń znalazłoby się to o graniu w jego drużynie. Tak o swoich zawodnikach może mówić tylko trener wielkiej klasy. Zresztą gdybym była dziennikarzem sportowym to Klopp też byłby na mojej liście marzeń.

Jakiej reakcji spodziewa się pani po premierze książki?

Mam nadzieję, że czytelnicy odczytają ją jako opowieść o człowieku, którego nie można nie szanować. I taki właśnie szacunek, ale i podziw należy się jemu, jego rodzinie i nieżyjącej mamie, jak mało komu.

Wybaczył ojcu?

Czy Kubie już się to udało? Czy to w ogóle może się udać? To pytania, na które na pewno nie ja powinnam odpowiadać.

W książce poruszacie też trudny okres dorastania Błaszczykowskiego?

Trzeba jasno powiedzieć, że Kuba rósł na chuligana. Wystarczyło, że ktoś źle na niego lub na jego kolegów popatrzył albo zapytał która godzina… To była forma buntu, którą dziś nazwałabym samotnością długodystansowca. Kuba jest spełniony zawodowo, bogaty i znany, ale nikt kto go zna nie chciałby zamienić się z nim na życie.

Obawiała się pani autoryzacji, że Błaszczykowski będzie chciał z czegoś się wycofać?

Nie. Gdybym się obawiała, to ta książka nigdy by nie powstała. Z całej książki Kuba wyrzucił tylko dwa słowa dotyczące ojca. Dwa! Za to też go szanuję, bo miałam i takich rozmówców, którzy w takich momentach zaczęliby walkę: „Tego nie chcę, to mi się nie podoba”. Kuba po skończeniu naszej „pracy” powiedział, że… O właśnie, widzicie panowie, na tym polega zaufanie, że tego zdania publicznie nie dokończę.

Jednym zdaniem poznałam kogoś, kto mnie fascynuje jako człowiek i imponuje jako piłkarz. Po jednej z najbardziej emocjonujących rozmów w swoim zawodowym życiu, jaką z nim przeprowadziłam, napisałam mu: „Kubo Błaszczykowski, jesteś gigantem i co najważniejsze nie musisz nikomu już tego udowadniać. To też twój sukces. Kto wie, czy nie najważniejszy”.

Rozmawiali Łukasz Olkowicz i Piotr Wołosik

Pozostałe

Nowe otwarcie

Już 24. sierpnia o godz 18:00 Wisła Kraków rozpocznie walkę o Mistrzos...

24/08/2020

Egzamin dojrzałości

7. czerwca na stadionie im. Henryka Reymana Wisła Kraków podejmie druż...

06/06/2020

Początek zwycięskiej passy

8. marca o godzinie 15:00 na stadionie im. Henryka Reymana tutejsza Wi...

08/03/2020

Inauguracja rundy rewanżowej

8. lutego pierwszy mecz w rundzie wiosennej PKO Ekstraklasy w sezonie ...

08/02/2020

Grudzień miesiącem nadziei

Grudzień może okazać się przełomowym miesiącem dla podopiecznych trene...

31/12/2019

Zagraliśmy z Kubą po raz 4!

28. grudnia w hali sportowej w Częstochowie odbyła się 4. edycja impre...

30/12/2019

XIII Kuba Cup rozstrzygnięty!

20. grudnia w rodzinnej miejscowości Jakuba Błaszczykowskiego odbył si...

22/12/2019

Świąteczne Granie z Kubą 2019

28. grudnia w hali sportowej Częstochowa odbędzie się 4. edycja imprez...

16/12/2019

Bramka Kuby Błaszczykowskiego

     Na ten dzień długo czekali kibice krakowskiej Wisły, Kuba Błaszcz...

26/11/2019

Wyczekiwany powrót Kuby

9. listopada na stadionie im. Henryka Reymana w Krakowie rozegrano mec...

13/11/2019

Projekt i wykonanie Kreowanie wizerunku sportowców Aplikacje mobilne