„Gwiazda? Jestem normalnym człowiekiem”
Kilka dni przed wielkim finałem Ligi Mistrzów Jakub Błaszczykowski porozmawiał z dziennikarzami niemieckiego Bildu. Kuba przyznał, jaką przemianę przeszedł zespół Borussii podczas jego pobytu w Dortmundzie. – To niesamowite jak się rozwinęliśmy w ostatnich latach – opowiada.
Bild: Wróćmy do ligowego meczu z Bayernem Monachium. Rafinha wcisnął swój palec w Pana twarz, tuż po tym jak otrzymał czerwoną kartkę. Został on zdyskwalifikowany do końca sezonu. Czy to rozwiązanie Pana zadowala?
Jakub Błaszczykowski: Naprawdę mnie to nie intersuje. Ten temat jest dla mnie zakończony.
Ale ciężko było utrzymać nerwy na wodzy przy prowokacji Brazylijczyka?
– Znam siebie już 27 lat i nigdy bym nie pomyślał, że w takiej sytuacji zachowam spokój (śmiech). To nie było łatwe ale dałem radę.
Czy Rafinha przeprosił?
– Nie, do tej pory nie zadzwonił, ale nie liczyłem na to. Taka jest piłka, trzeba to zaakceptować.
Już 25. maja na Wembley finał Ligi Mistrzów. Co daje Panu nadzieję na to, że Borussia wyjdzie zwycięsko z tego pojedynku?
– Oczywiście wyniki w Bundeslidze – od sześciu meczów nie potrafią pokonać nas w tych rozgrywkach. Oni mają wielką kadrę, a my marzenia i świetny zespół. Jestem pewien, że to będzie wyjątkowy mecz, taki, na który wszyscy czekają.
Najważniejszy w Pana karierze?
– To pytanie proszę mi zadać po spotkaniu. Teraz nie jestem w stanie odpowiedzieć.
Jeśli po 16. latach BVB znów zdobędzie puchar…
– Zadedykuję to swojej mamie, zresztą jak każdą bramkę którą zdobywam.
Jest Pan zawodnikiem, który dosyć późno się rozwinął. W Górniku Zabrze, w roku 2003 nie mógł się Pan przebić do pierwszego składu. Wrócił Pan do drużyny z Częstochowy, grającej wówczas w czwartej lidze. Czy w tym trudnym okresie były myśli o odpuszczeniu zawodowej kariery?
– Nie, nawet w czwartej lidze wierzyłem że mi się uda, mimo, iż różnica między czwartą a pierwszą ligą była ogromna. Patrząc wstecz moja droga była bardzo dziwna jednak zaprowadziła mnie do celu.
W Polsce jest Pan gwiazdą. Przed ostatnimi Mistrzostwami Europy był Pan bardzo medialną postacią. Czy to jest tak, że w Niemczech trochę tego brakuje?
– Nie lubię słowa gwiazda… nie wiem za bardzo jak się do tego odnieść.
Dlaczego?
– Bo jestem normalnym człowiekiem, z tą różnicą, że mój zawód pokazywany jest w telewizji. Lekarze, którzy codziennie ratują życie mają dużo ważniejsze zadanie. Ja mam po prostu spore szczęście, że mogłem ze swojego hobby zrobić pracę i bardzo to doceniam.
Pana brat Dawid, starszy o trzy lata, jest trenerem w trzeciej lidze polskiej. Jakie są wasze stosunki?
– To nie jest takie łatwe (śmiech). Jeśli przejeżdżamy przez skrzyżowanie on mówi: Było czerwone światło! A ja na to: Nie, żółte! To jest bardzo specyficzny związek, jestem szczęśliwy, że mamy siebie i dobrze się dogadujemy.
Pana relacje z Robertem Lewandowskim nie są zbyt dobre?
– To głupoty, nie wiem dlaczego ciągle krążą takie plotki.
Ale dobrymi przyjaciółmi nie jesteście?
– W piłce jest tak jak w normalnej pracy. Są ludzie z którymi człowiek po prostu dobrze się dogaduje i są Ci, z którymi ma się jeszcze lepsze relacje. Ale żeby wywnioskować z tego, że mamy z Robertem jakiś problem… to jakiś żart.
Czy wybaczyłby Pan Robertowi, gdyby w następnym sezonie strzelał gole dla Bayernu Monachium?
– Tak, to jest tylko i wyłącznie jego decyzja. Każdy jest odpowiedzialny za swoją karierę, dlatego ja zaakceptuję każdą decyzję.
Czy Lewandowski ukradł Panu opaskę kapitana reprezentacji Polski?
– Na ten temat najchętniej bym nie dyskutował. Byłem kontuzjowany, a Robert ma po mnie najwięcej występów w reprezentacji. To chyba normalne, że wtedy on złożył opaskę prawda? Czasami dziwie się, jak źle odbierane są różne rzeczy z mojego kraju…
Od 2007 roku jesteś w Dortmundzie. Dziwisz się, że to już tak długo?
– To niesamowite jak się rozwinęliśmy od czasu, kiedy tutaj przyszedłem. Cieszę się, że jestem częścią tej wspaniałej drużyny.
Co jest dla Pana najważniejsze w Dortmundzie?
– To, żeby ludzie dobrze mówili o Kubie, piłkarzu.
Czy umie Pan gotować?
– Dziwne pytanie… dlaczego?
Bo mało jest profesjonalnych piłkarzy, którzy potrafią.
– Umiem gotować (śmiech). Ale czy to jest później jadalne… tego nie wiem.
Źródło: Bild.de










