Mówili, że mój czas mija…
Trzy razy z rzędu Kuba Błaszczykowski został wybrany do „jedenastki kolejki” niemieckiej Bundesligi. – Traktuję to jako nagrodę za ciężką pracę, ale też twardo stąpam po ziemi – podkreśla w wywiadzie z „Przeglądem Sportowym”, opowiadając o swojej formie na 120 dni przed EURO 2012.
Nie wie pan, że do Euro 2012 pozostało jeszcze nieco ponad 120 dni?
-Wiem, a dlaczego pan pyta?
Zaczynamy się „martwić\\, czy przypadkiem nie jest pan w zbyt wysokiej formie.
-Rozumiem, że to żart, ale nie zdziwiłbym się, gdyby takie głosy się pojawiły. To takie… polskie. Lubimy sobie szukać zmartwień. Jak ktoś bez formy, to źle, jak w „gazie\\, to też źle. Spokojnie. Teraz jest dobrze i w czerwcu też będzie dobrze. Tylko niech zdrowie dopisze.
Zanim Borussia pojechała na pierwszy mecz do Hamburga spodziewał się pan, że tak „odpali\\?
-Nie jest tak, że jesienią graliśmy źle, a w styczniu nagle lepiej. Dortmund w lidze od czterech miesięcy radzi sobie dobrze lub bardzo dobrze. Chodziło o to, by w czasie krótkiej przerwy tego nie zepsuć. I już widać, że to się udało, co dla mnie zaskoczeniem nie jest. Każdy z nas przeżył tę sytuację rok temu, a wtedy też zaczęliśmy drugą rundę dobrymi wynikami. Trener wie, co robi, a my mamy do niego zaufanie.
Dortmund to jedno, Błaszczykowski to jednak osobny rozdział. Trzy kolejki i trzy nominacje do „jedenastki\\ kolejki.
-Nie śledzę tego dokładnie, ale ponoć coś takiego zdarza się bardzo rzadko. Traktuję to jako nagrodę za ciężką pracę, ale też twardo stąpam po ziemi. Nie było dramatu, kiedy pisano, że gram poniżej oczekiwań. Dziś nie ma euforii z faktu, że co tydzień jestem doceniany. Najwyżej satysfakcja, bo przecież pisano, że jestem w konflikcie z trenerem, pojawiały się głosy, że mój czas w Borussii powoli mija… Spokojnie, jeszcze nie mija.
Zenit St. Petersburg pana jednak chciał…
-Coś słyszałem. Chyba dobrze, że kluby mające w Europie markę pytają o polskich piłkarzy. Ze mną oczywiście rozmawiać nie mogli, bo mam jeszcze ponad rok ważny kontrakt, a Borussia w ogóle nie podjęła tematu. W sytuacji, kiedy kontuzjowany jest Mario Goetze, nie było żadnej opcji, by gdziekolwiek mnie puszczono. To nie kwestia zapłacenia jednego, czy dwóch milionów więcej, tylko polityki prowadzonej przez klub.
Rozumiem, że nie ma pan do nikogo pretensji?
-Niby o co? Absolutnie nie miałem zamiaru w styczniu nigdzie się wybierać. Temat może wróci po Euro 2012, czyli za kilka miesięcy.










