Znak zapytania
Wciąż nie jest pewna data powrotu Jakuba Błaszczykowskiego do gry po urazie mięśnia przywodziciela. Wiele wskazywało na to, że Kuba zagra już w minioną środę w konfrontacji z Malagą. – Na kilka godzin przed meczem wspólnie zdecydowaliśmy, że jest jednak za wcześnie – mówi zawodnik.
Przypomnijmy, że mięsień przywodziciela w prawej nodze kapitan reprezentacji Polski nadciągnął dziesięć dni temu – w trakcie rozgrzewki przed meczem „biało-czerwonych” przeciwko San Marino. Po dokładnych badaniach w Dortmundzie lekarze BVB zalecili mu kilka dni odpoczynku od treningów. Występ w zeszłotygodniowym meczu z VfB Stuttgart był więc od początku absolutnie wykluczony.
Wszyscy w klubie liczyli jednak, że Kuba będzie gotowy na przedwczorajszy wyjazdowy mecz z Málaga CF w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. – Z każdym dniem z nogą było coraz lepiej, dlatego trenerzy zdecydowali, że polecę z drużyną do Hiszpanii i decyzję podejmiemy już w Maladze, dosłownie w ostatniej chwili – relacjonuje zawodnik. Na miejscu Błaszczykowski wyszedł z drużyną na ostatnie oficjalne zajęcia, które podopieczni Jürgena Kloppa odbyli na stadionie rywali 24 godziny przed meczem. – Przy bieganiu wszystko było OK, w ogóle nie czułem bólu. Problem wracał w momencie, gdy zaczęliśmy oddawać mocne strzały. Niemal za każdym razem pojawiało się ukłucie, „przywodziciel” mocno mi przeszkadzał – mówi Kuba. I choć ostateczną decyzję odłożono jeszcze do środowego porannego rozruchu, tak naprawdę już we wtorkowy wieczór było wiadomo, że szanse na występ Błaszczykowskiego są iluzoryczne. – W środę wspólnie z trenerami i sztabem medycznym ostatecznie uznaliśmy, że gra wiązałaby się ze zbyt dużym ryzykiem. Mięsień był cały czas mocno osłabiony i łatwo mogło dojść do jego naderwania. Wtedy grę miałbym z głowy na ładnych parę tygodni – dodaje.
Nadal nie wiadomo, czy powrót Kuby do składu nastąpi już w jutrzejszym meczu Bundesligi, w którym Borussia podejmuje na własnym stadionie FC Augsburg. – Sytuacja poprawia się dosłownie z godziny na godzinę – podkreśla manager zawodnika, Jerzy Brzęczek. – Przy tego typu urazach czas ma naprawdę duże znaczenia i trzeba po prostu być cierpliwym. Decyzja o tym, czy Kuba będzie mógł zagrać z Augsburgiem, w jakim wymiarze czasowym i tak dalej, najprawdopodobniej znów zapadnie w ostatniej chwili. W Dortmundzie nikt niczego nie zrobi za wcześnie, o to możemy być spokojni.
Sam Kuba jednak w ogolę nie bierze pod uwagę, by jego powrót mógł nastąpić później niż w drugim meczu z Malagą, zaplanowanym na najbliższy wtorek. – Po prostu nie wyobrażam sobie, żebym miał w tym rewanżu nie zagrać – zaznacza. – Zrobię wszystko, by pomóc kolegom na boisku. Wspólnie wyrwiemy ten awans.










