Euro 2016: Zwycięstwo Błaszczykowskiego
Turniej we Francji zmienił oblicze polskiego futbolu. Nasi zawodnicy jako zespół zdali egzamin, a Kuba Błaszczykowski wrócił z oceną bardzo dobrą.
Niesamowita historia została napisana na naszych oczach. Przed rozpoczęciem finałów Mistrzostw Europy we Francji mało kto zakładał, że nasz zespół będzie walczył jak równy z równym z europejskimi potęgami i dobrnie do ćwierćfinału imprezy. Dziś już bez emocji i na chłodno możemy ocenić jak wypadli poszczególni zawodnicy. Wszyscy są zgodni – to był piękny i szalony turniej Jakuba Błaszczykowskiego.
Ostatnie miesiące przed Euro 2016 nie mogły napawać optymizmem ani Kuby, ani jego fanów. Nasz skrzydłowy stracił miejsce w składzie ACF Fiorentiny i nie mógł utrzymać rytmu meczowego. Sytuacja ta odbiła się sporym echem w mediach. Wielu dziennikarzy spekulowało, że Błaszczykowski bez regularnej gry nie będzie w stanie zapewnić odpowiedniej jakości naszej reprezentacji, która jest niezbędna na imprezach tej rangi. Z Florencji przyjechał niesamowicie zmotywowany i gotowy do współpracy, na treningach zaciskał zęby i walczył, walczył przede wszystkim dla siebie i zdawał sobie sprawę, że rywalizacja jest duża, a łatwo nie będzie. – Robię po prostu swoje. Koncentruję się na swojej pracy, staram się wykonywać ją jak najlepiej i zawsze do tego wszystkiego tak podchodziłem. Spodziewałem się tego, że trzeba będzie zdobyć swoje miejsce w składzie. Musiałem udowodnić, że można na mnie liczyć – mówił podczas trwania turnieju w rozmowie z polsatsport.pl.

fot. Pierwszy gol Kuby na Euro 2016 vs. Ukrainia. (1:0)
Najważniejszy pierwszy mecz przeciwko Irlandii Północnej miał być prawdziwym egzaminem dla całej reprezentacji. Kuba otrzymał szansę gry od pierwszych minut, selekcjoner Adam Nawałka postawił na doświadczonego piłkarza mimo rezerwowej roli w klubie – to nie było w jego stylu. Biało-czerwoni rozegrali dobre spotkanie i zwyciężyli 1:0, a Kuba za zaufanie odpłacił się trenerowi asystą. Mogliśmy świętować historyczne zwycięstwo na Mistrzostwach Europy i z większym spokojem spoglądać w przyszłość. O Irlandii trzeba było jednak jak najszybciej zapomnieć, cel został wykonany, lecz następny pojedynek z Niemcami był w tej chwili priorytetem. Przeciwko Mistrzom Świata Polacy zaprezentowali się równie dobrze i po bezbramkowym remisie i zaciętym boju wywalczyli jakże cenny w kontekście awansu do fazy pucharowej punkt. Na tle silnego rywala świetnie zaprezentowali się doświadczeni zawodnicy naszej drużyny, wśród nich Kuba który akurat w tym meczu mocno pracował w defensywie. Przed ostatnim spotkaniem w fazie grupowej nikt już nie miał wątpliwości jeśli chodzi o obsadę prawej strony pomocy. Pojedynek z Ukrainą nie układał się po myśli Polaków do momentu w którym na listę strzelców wpisał się niezawodny Kuba Błaszczykowski. Były już zawodnik Fiorentiny strzałem z lewej nogi zdobył piękną i jak się okazało jedyną bramkę w meczu.

fot. Radość po golu Roberta Lewandowskiego (Polska – Portugalia).
Awans z grupy był celem minimum, lecz dobre wyniki naszej drużyny potęgowały apetyty kibiców. Polacy w 1/8 finału zmierzyli się ze Szwajcarią i… zwyciężyli po serii rzutów karnych. Kolejne fenomenalne spotkanie z orłem na piersi zanotował Błaszczykowski otwierając wynik meczu. Po 120. minutach gry było 1:1. Nasza przygoda trwała dalej, a w ćwierćfinale czekała Portugalia. Boisko zweryfikowało siły obydwu drużyn, lecz kolejny raz zwycięzcę musiał wyłonić koncert jedenastek. Tym razem nie mieliśmy szczęścia, autorem jedynego nietrafionego rzutu karnego był nasz bohater Kuba Błaszczykowski, a Portugalczycy nie pomylili się. Niestety piękny sen dobiegł końca i zakończyliśmy swój udział w Euro.
Paradoksalnie nietrafiona jedenastka jeszcze bardziej zjednoczyła zarówno naszych piłkarzy jak i kibiców. Wszyscy wspierali Kubę, bo przecież to on w dużej mierze przyczynił się do tego, że zabrnęliśmy tak daleko. – Kuba po tym karnym będzie jeszcze silniejszy. przegrywamy jako drużyna i nikt nie ma do niego pretensji – mówił po meczu kapitan Robert Lewandowski. Sam Kuba mimo ogromnego smutku zmierzył się z rzeczywistością i na gorąco rozmawiał z dziennikarzami. – Będę dalej walczył. W moim życiu zbyt wiele razy leżałem na ziemi, żeby nie wiedzieć, że najważniejszą rzeczą jest to, żeby dalej walczyć. Chciałem stanąć przed kamerą, to dla mnie bardzo ważne. Nie chciałem chować się gdzieś za plecami innych. Tak jak powiedziałem biorę na klatę to, co się wydarzyło.
Piękne chwile na francuskich arenach to oczywiście zasługa całego zespołu, Błaszczykowski zakończył turniej z najlepszym dorobkiem spośród naszych reprezentantów. Dwa gole i asysta w pięciu spotkaniach to liczby które robią wrażenie, do tego wykorzystany karny w meczu ze Szwajcarią. Możemy więc powiedzieć, że Kuba to Euro wygrał, wygrał dla siebie i wszyscy są z niego dumni. Kibice witali go jak prawdziwego mistrza, bo właśnie na takie przywitanie zasłużył.
Przeżyjmy to jeszcze raz.
W artykule wykorzystano materiały z Łączy nas piłka | PZPN.










