Malaga? Walka z czasem
Dobre informacje płyną do nas prosto z Dortmundu. Kontuzja Jakuba Błaszczykowskiego okazała się mniej poważna niż spekulowano. – Moja przerwa w treningach potrwa kilka dni – przyznał Kuba po usłyszeniu diagnozy. Jego występ w sobotnim meczu ze Stuttgartem jest jednak wykluczony.
We wtorek na rozgrzewce przed eliminacyjnym spotkaniem przeciwko San Marino, kapitan reprezentacji Polski podczas oddawania strzału poczuł ukłucie w pachwinie prawej nogi. Sztab szkoleniowy natychmiast podjął decyzję o odsunięciu Błaszczykowskiego ze składu, by nie ryzykować poważniejszej kontuzji. Sam Kuba nie chciał spekulować co do diagnozy, ale jednocześnie nie wykluczał, że może to być dłuższy uraz.
Dziś, po przejściu dokładnych badań w Dortmundzie, polski skrzydłowy jest już w znacznie lepszym humorze. Na szczęście okazało się, że najczarniejszy scenariusz się nie sprawdzi. Jak wykazały badania, mięsień przywodziciela jest naciągnięty. – Na szczęście szczegółowe badania wykazały, że mięsień przywodziciela nie jest naderwany, ale tylko naciągnięty – przyznał z ulgą Kuba. – Dzięki temu moja przerwa w treningach potrwa kilka dni, a nie, jak się obawialiśmy, kilka tygodni. Nie zmienia to jednak faktu, że sobotni występ Polaka ze Stuttgartem jest wykluczony, lecz w Dortmundzie wszyscy mają dużą nadzieję, że Kuba wykuruje się do pierwszego meczu z Malagą w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. (środa, 3 kwietnia) Błaszczykowskiego czeka więc prawdziwa walka z czasem. – Dziś trudno powiedzieć coś konkretnego, wszystko okaże się na początku przyszłego tygodnia. Wtedy wspólnie ze sztabem medycznym zdecydujemy, czy mogę zagrać z Hiszpanami. Zrobię wszystko, by być na 100% gotowym do gry.










