„Nikt nie domagał się darmowych biletów”
W dzisiejszym wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” Kuba Błaszczykowski wraca do kontrowersyjnych spraw, wokół których tuż w ostatnich miesiącach narosło sporo niepotrzebnych niedomówień. – Namnożyło się tyle dziwnych i głupich zarzutów, że nie sposób z nimi polemizować – podkreśla.
Błaszczykowski zwraca przede wszystkim uwagę na to, że w sprawie „słynnych” biletów nigdy w mediach nie została przedstawiona pełna prawda. – Przede wszystkim mieliśmy za nie zapłacić. Nikt nie domagał się darmowych biletów – zaznacza stanowczo w rozmowie z dziennikarzami „PS”. – Nie ulega wątpliwości, że błędem było, że o biletach powiedziałem tuż po meczu z Czechami. Nie było to dobre miejsce, nie był to dobry czas. Ale podkreślić muszę – jako kapitan czuję się odpowiedzialny za naszą grupę, za załatwianie wszelkich kwestii, za pomoc w sprawach sportowych i pozasportowych. Miałem machnąć ręką?
Po zakończeniu polsko-ukraińskiego turnieju powstało wśród kibiców wrażenie, że uczestnicząc w rozmowach z PZPN pomocnik Borussii Dortmund walczył o korzyści przede wszystkim dla siebie i swoich bliskich. W dzisiejszym wywiadzie wyraźnie podkreśla, że sprawa dotyczyła całej drużyny, a on był jedynie łącznikiem między zespołem a działaczami PZPN. Ci zaś do ostatniej chwili zmieniali wcześniejsze ustalenia. – Wystarczyła jedna, jasna informacja od prezesa, że biletów nie ma i tyle. Ale nie sposób się można było dowiedzieć – opowiada. – Każdy dopytywał o bilety: kiedy będą? Czy ich rodziny mają jechać? Ile biletów będzie?… Kogo mieli pytać? Kapitana. Poruszyłem tę kwestię i rozpętała się burza. W tej sprawie zabrakło mi wsparcia drużyny i sztabu. Tylko Damien Perquis i Eugen Polanski wstawili się za mną. Każdy wiedział dokładnie, jak to było.
Dziś Błaszczykowski przyznaje, że nieudane EURO odczuł jako swoją osobistą porażkę. – Po mistrzostwach Europy człowiek zaczął się zastanawiać nad pewnymi sprawami. Nad kwestią kapitanowania jednak doszedłem do wniosku, że nie w moim stylu byłoby rezygnować. Ja w życiu się nie poddaję, zawsze walczę. Jak robi się coś kontrowersyjnego, to będzie się miało nie tylko zwolenników, ale i przeciwników – mówi. Podkreśla także, że nadal, mimo głosów na temat rzekomego braku charyzmy, nie zmieni stylu swoich kontaktów z dziennikarzami. – Nie robiłem i nie będę niczego robić na pokaz. O sprawach drużyny rozmawiam z drużyną. Od tego jest szatnia, nie media.
W związku z tym absolutnie nie ma zamiaru prostować niedawnych pogłosek o tym, jakoby część reprezentantów miała grać w meczach kadry przeciwko trenerowi Waldemarowi Fornalikowi. – Nie ma sensu do takich bzdur się odnosić – ucina. – W ostatnich miesiącach tyle dziwnych i głupich zarzutów się namnożyło… Nie mam zamiaru z nimi polemizować i komentować. Wolę wspólnie z kolegami na boisku od początku tych eliminacji udobruchać fanów za gorzkie chwile z EURO. Byłoby wspaniale, gdybyśmy po tych dwóch pierwszych meczach mieli powody do radości.










