„Kapitan musi wszystko scalić”
We wtorek wszystko stało się jasne. Decyzją selekcjonera Adama Nawałki pierwszym kapitanem polskiej reprezentacji pozostał Jakub Błaszczykowski. – To wielkie wyróżnienie – podkreślił pomocnik BVB w rozmowie z portalem Sport.pl.
Sport.pl: Trzeci selekcjoner po Franciszku Smudzie i Waldemarze Fornaliku dał ci opaskę kapitana. Adam Nawałka zapowiedział, że jego drużynę będzie wyprowadzał kadrowicz z największą liczbą występów, a ze Słowacją zagrasz po raz 67.
Jakub Błaszczykowski: – To wielkie wyróżnienie, ale kapitanem jest się przede wszystkim poza boiskiem. Mecz to niewielki fragment całości. Najważniejsze, co dzieje się w grupie później i wcześniej. Każdy z nas daleko zaszedł, ma charakter, osobowość i charyzmę. Kapitan musi wszystko scalić, niczego nie robi na pokaz, tylko działa w środku, żeby drużyna funkcjonowała, jak należy.
Kapitan reprezentacji Polski mówi pierwszy czy ostatni?
– Najwięcej mówi po porażkach. Po zwycięstwach pytania są łatwe i przyjemniejsze, za porażki muszę brać większą odpowiedzialność i brać je na klatę. Rola kapitana jest u nas wyolbrzymiana. W Borussii opaskę nosi Sebastian Kehl, który przecież nie zawsze gra w podstawowym składzie. Ale ma największy autorytet, do mikrofonów odzywa się niewiele, więcej w szatni.
Jako kapitan biało-czerwonych zagrałeś 30 meczów, strzeliłeś dziesięć goli i zaliczyłeś osiem asyst.
– Statystyki nie wyglądają źle. Najważniejsze są sukcesy drużyny, awans na wielkie turnieje. One dopełniają karierę każdego zawodnika.
Twój czas dowództwa w drużynie nie przypadł na dobry czas: porażka na Euro 2012, przegrane eliminacje MŚ 2014. Sporo było meczów, po których się tłumaczyłeś.
– Patrzę przed siebie, a o zwycięstwach staram się zapominać tak szybko jak o porażkach. Bywało, że wygrywaliśmy mimo popełnianych błędów. Ostatnie eliminacje nie były udane, ale nieważne, co było.
W grudniu skończysz 28 lat, a sukcesy odnosisz tylko w klubie. Na wyjazd do Korei w 2002 roku byłeś za młody. Z dwóch kolejnych wielkich turniejów, w których grała Polska – MŚ 2006 i Euro 2008 – eliminowały cię kontuzje. Nie brakuje ci sukcesu w reprezentacji?
– Borussia ma większy potencjał, a my nie jesteśmy reprezentacją, która z każdą inną jest w stanie walczyć jak równy z równym. Niemcy mają silną drużynę narodową, a zawodnicy, których Joachim Löw nawet nie powołuje, nam by pasowali. Nie mogę powiedzieć, że czuję się niespełniony w kadrze. Wywalczyłem awans na Euro 2008, a my musimy mierzyć siły na zamiary. Obojętnie, kiedy byśmy jechali na turniej, nigdy nie będziemy faworytami. Ostatni medal zdobyliśmy ponad 30 lat temu. Teraz chciałbym awansować, dopiero później pomyślę o następnych krokach. Patrzę, co jest do zrobienia jutro, i rzeczywiście brakuje mi sukcesu w międzynarodowej imprezie.
Polska chyba zasługuje na więcej niż siódma dziesiątka rankingu FIFA. Suma umiejętności piłkarzy jest wyższa od tego, co ostatnio pokazywaliście na boisku.
– Prawda. W rankingu spadliśmy najbardziej wtedy, gdy przed Euro 2012 graliśmy mecze towarzyskie. Potencjał mamy, gramy w niezłych klubach, ale mimo to jesteśmy ograniczeni. Ale Grecy pokazali kiedyś, że wiele można nadrobić taktyką i zaangażowaniem.
Jak przyjąłeś nominację Adama Nawałki na selekcjonera?
– Jesteśmy od grania, trenowania i wykonywania poleceń. Decyzję podjęły władze PZPN i one też poniosą konsekwencje wyborów. My mamy grać w piłkę, tak powinno być. Prezes Zbigniew Boniek nie rozmawiał z nami o nowym selekcjonerze.
Jak mamy traktować eliminacje Euro 2016. W finałach zagrają 24 drużyny. Awans to obowiązek czy święto?
– Na razie wiem, że eliminacje zaczną się jesienią przyszłego roku, ale nie wiadomo nawet, z kim gramy. Nie wiem, co się wydarzy przez ponad pół roku. Szanse na awans będą większe niż wcześniej.
Jakie widzisz zmiany u nowego selekcjonera?
– Nie jest tak, że u poprzedników wszystko było be. Trener Nawałka jest ekspresyjny, lubi żyć na boisku. To się rzuca w oczy i udziela drużynie.
Źródło: Sport.pl










